Psychoanaliza kwantowa

Zdjęcie okładki z księgarni Amazon

„In Quantum Psychoanalysis: Essays on Physics, Mind ,and Analysis Today Gerald J. Gargiulo seeks to align psychoanalytic theory with physic’s new probabilistic conception of the physical world and, in so doing, to provide psychoanalytic clinicians with a needed new metapsychology to support current intersubjective perspectives. The post-modern conception of quantum physics has called into question the certainty of classical physics, which sought law-like patterns of physical forces in a physical world of absolute categories that exist independent of subjective interpretation.

It is well known that the new clinical theories that have emerged in psychoanalysis since Freud, as a result of treatment experiences with a wider variety of patients, have not fit well with his original underlying metapsychological categories (e.g., id, ego, superego) and his explanations of competing energic forces (e.g., repression, repetition compulsion), which he created out of the modernist view of Newtonian (classical) physics of his time. Although the post-Freudian theories of object relations, self psychologies and relational psychotherapies have their differences, all share a contemporary focus on the indeterminacy of interactions between two subjectivities—patient and therapist—as they engage in mutual interpretation to create particular realities.

Invoking the new concepts and categories from quantum physics (e.g., non-locality, entanglement), Gargiulo presents a post-modern perspective that provides a new vocabulary for psychoanalysts and psychodynamic therapists to conceptualize how the mind works in interaction with the world and other minds, one that will resonate with their clinical experiences.

Readers of Quantum Psychoanalysis Essays on Physics, Mind, and Analysis Today will find fresh perspectives on the therapeutic processes that define contemporary clinical treatment. As readers engage with Gargiulo’s use of metaphors from quantum physics they will discover potentialities for new metapsychological insights, moving psychoanalytic theory closer to 21st century science.


Link do książki. Pogrubienia moje.

Pomysł na wpis zawdzięczam Piotrowi Garbaczewskiemu i Bartkowi Lisowskiemu.

Medycyna nieliniowa

„Według teorii dr. M. W. Kutuszowa, jednym z wiodących czynników regulujących w żywej materii jest światło. Fotoaktywność, fotokataliza, polaryzacja, anizotropia i inne zjawiska fizyczne są charakterystyczne dla żywych substancji, niezależnie od poziomu organizacji. Normalne komórki i tkanki, będąc aperiodycznymi kryształami, absorbują światło i emitują luminescencję w bardzo wąskich zakresach. Te właściwości dotyczą zarówno komórek normalnych, jak i nowotworowych, które mają swój zakres promieniowania i pochłaniania. DNA polaryzuje światło w prawo i charakteryzuje się pozytywną dwójłomnością, a białka polaryzują światło w lewo i mają negatywną dwójłomność. Ten mechanizm jest podstawą normalnego funkcjonowania komórek i tkanek, w przypadku jego uszkodzenia następuje kaskadowe naruszenie reakcji biofizycznych i biochemicznych. Po ekspozycji na czynniki rakotwórcze, w pierwszej kolejności następuje naruszenie mechanizmu foldingu (zwijania) białek, co prowadzi do izotropizacji środowiska i pojawienia się elementów fotosyntezy w rakowej homeostazie. Z tego powodu zmieniają się polaryzacyjne funkcje struktur komórkowych, co prowadzi do ich niekontrolowanego podziału.”

kutushov.ru

Nie homeopatia, a reliz-aktywność

Pracownicy i członkowie Rosyjskiej Akademii Nauk zwrócili się do ministerstwa zdrowia o uznanie nowej klasy leków. (…)

Twórca nowej klasy preparatów, członek-korepondent RAN Oleg Epsztejn opowiedział o odkryciu zjawiska fizycznego, które otrzymało nazwę „reliz-aktywności”. 

– Ten termin odzwierciedla pojawienie się, uwolnienie (release) aktywności w procesie wielokrotnego zmniejszania stężenia. W rezultacie substancja nie znika całkowicie, lecz przechodzi w inną formę fizyczną – reliz-aktywną formę substancji, własności której nie zależą od tego, czy w roztworze są obecne cząsteczki pierwotnej substancji, czy też nie. Ta aktywność jest związana z rozpuszczalnikiem, a preparaty wyprodukowane w takiej technologii nazywają się reliz-aktywnymi. – powiedział on.

[Na specjalnie zorganizowanej konferencji naukowcy z RAN] szczegółowo omówili odkrycie leków reliz-aktywnych, mechanizm ich działania, a także wyniki zastosowań klinicznych w takich dziedzinach medycyny jak gastroenterologia, neurologia, urologia, endokrynologia, pulmonologia i leczenie zakażeń. Praktycznie wszyscy mówcy podkreślali ważność tego, że wynalazek to produkt krajowy.

Naukowcy w dziedzinie neurobiologii, chemii, fizjologii zaznaczyli, że w badaniach przedklinicznych działanie wszystkich leków w formie reliz-aktywnej zostało potwierdzone  standardowymi metodami przyjętymi w medycynie opartej na dowodach. Dość głęboko przebadano ich bezpieczeństwo.

(…) W wyniku konferencji jej uczestnicy przyjęli rezolucję, w której zarekomendowali uznanie badań naukowych w dziedzinie analizy i wytwarzania celowanych leków reliz-aktywnych za strategicznie ważne, zalecili też kontynuację badań i wdrożeń.  Ponadto, uczestnicy poprosili prezydium RAN, by zwróciło się do ministerstwa zdrowia z propozycją opracowania wymagań regulacyjnych dla innowacyjnych celowanych leków reliz-aktywnych, i w razie potrzeby o wystąpienie z inicjatywą wprowadzenia zmian do ustawy federalnej „O obrocie środkami leczniczymi”.

Jest to tłumaczenie fragmentów artykułu https://lenta.ru/news/2017/12/07/lekarstva_ran/

Beka z postmodernizmu, czyli hipoteza o zniknięciu Majorany

Ettore Majorana był wybitnym włoskim fizykiem-teoretykiem. Specjalizował się w mechanice kwantowej i fizyce cząstek elementarnych. W 1938 roku, w wieku 32 lat, nagle zniknął bez śladu. Jeszcze na studiach mówili mi, że najprawdopodobniej popełnił samobójstwo. Jednak w 2011 pojawiły się dość mocne poszlaki, że uciekł do Ameryki Południowej – znalazło się zdjęcie, na którym widać kogoś bardzo podobnego, oraz świadek, który miał spotkać Majoranę w Wenezueli.

W zeszłym roku niezwykle celebrowany włoski filozof Giorgio Agamben wydał książkę o zniknięciu Majorany. Podał tam własną hipotezę: Zniknięcie słynnego fizyka było eksperymentem z mechaniki kwantowej.

Oto streszczenie opublikowane w Il Manifesto:

In his book, “What is real?” the philosopher Giorgio Agamben proposes a new theory on the disappearance of a famous Italian physicist: that the whole thing was an experiment in quantum physics. (…)

According to Agamben, his disappearance was a kind of philosophical protest against quantum mechanics, the field in which Majorana excelled.

The physicist would have understood the consequences of indeterminism inherent in quantum theory. (…)

According to Agamben, Majorana designed his own death to show that the mental experiment can really be carried out: If he were a quantum particle, between March 25 and 26, 1938, Majorana disappeared and reappeared in different places simultaneously. He was alive and dead at the same time, like Schroedinger’s cat.

 

Znów psychologia kwantowa

Książka „Resocjalizacja przez sztukę sakralną w kontekście psychologii kwantowej”. Autor jest doktorem habilitowanym, pracownikiem Uniwersytetu Warszawskiego. Już kiedyś pisałam o psychologii kwantowej (wtedy chodziło o pewną habilitację, która dla odmiany nie doszła do skutku). Trzeba będzie stworzyć nową kategorię na blogu.

Screenshot_20190406_225624

Ja się nie znam na psychologii, więc tylko krótko wspomnę, że Tomasz Witkowski jest psychologiem i autorem kilku książek, w których krytykuje różne nienaukowe trendy w psychologii.

Bardziej znam się na kwantach, bo w końcu jestem fizykiem. Nauka jak dotąd nie wykryła efektów kwantowych w jakkolwiek rozumianej psychologii. Nie wykryła efektów kwantowych w funkcjach fizjologicznych mózgu – są to procesy na tyle makroskopowe, że wystarczy je opisywać klasyczną fizyką. Dlatego mówienie o „psychologii kwantowej” to bełkot.

Szkolenie BHP

Tymczasem w Rosji, w Instytucie Fizyki i Nanotechnologii Państwowego Uniwersytetu Politechnicznego w Petersburgu, na szkoleniu BHP uczono o oddziaływaniu telefonów komórkowych na biopole człowieka.

Катастрофический пиздец, jak skomentował autor wpisu na fb, fizyk, były pracownik uczelni, obecnie doktorant na Uniwersytecie Maryland.

Biopole człowieka przed i po rozmowie przez telefon komórkowy. Podpisy po angielsku dla wygody internautów, źródło: facebook. Poniżej oryginalne zdjęcie z napisami rosyjskimi, źródło: vkontakte:

Kurek i Kamiński przewracają się w grobie

Program „Sonda 2” w TVP zapowiada odcinek o zderzaku Łągiewki. Jest mi z tego powodu bardzo smutno. Stara dobra marka Sondy jest używana bezmyślnie do reklamowania rzeczy, które nie są tego warte.

Screenshot_20190406_225220

Pisałam o zderzaku Łągiewki wielokrotnie. Przypomnę w postaci najważniejszych pytań i odpowiedzi:

Pytanie: Czy zderzak Łągiewki łamie dotychczas znane prawa fizyki?

Odpowiedź: NIE

Osoby związane z panem Łągiewką wielokrotnie sugerowały, że zderzak wprowadza jakąś nową fizykę, łamie dotychczas znane prawa fizyki. Miałoby to polegać na tajemniczym zanikaniu siły bezwładności.

Normalnie, gdy rozpędzony samochód zderza się z przeszkodą, to siedzący w środku pasażer odczuwa szarpnięcie do przodu (tak naprawdę nadal porusza się z prędkością samochodu, podczas gdy samochód zostaje gwałtownie zatrzymany). Jeśli pasażer nie jest przypięty pasami, to może np. wypaść przez przednią szybę, a jeśli jest przypięty, to odczuje bolesne wrzynanie się pasów, które go przytrzymują.

Jeśli samochód ma strefę zgniotu, to hamowanie jest mniej gwałtowne i pasażer odczuwa słabsze szarpnięcie. Po prostu: Bez strefy zgniotu utrata prędkości samochodu jest natychmiastowa w punkcie zderzenia się z przeszkodą. Ze strefą zgniotu, utrata prędkości jest rozłożona w czasie na drodze, którą jest długość strefy zgniotu. Na tej samej zasadzie, gdyby kierowca w porę nacisnął hamulec i pomału płynnie wyhamował przed przeszkodą, to utrata prędkości nastąpiłaby na drodze hamowania. Gdy hamujemy powoli (czy to za sprawą hamulca, czy strefy zgniotu, czy jakiegokolwiek zderzaka, amortyzatora itp.), to samochód ucieka nam spod tyłka wolniej. To oznacza z punktu widzenia nas jako pasażera, że siła bezwładności wciąż na nas działa, ale jest mniejsza. Jeśli hamujemy wystarczająco delikatnie i długo, to wystarczy samo tarcie naszego tyłka o fotel, żeby nas uchronić przed zderzeniem z przednią szybą.

Uwaga: Każdy hamulec czy zderzak dowolnej konstrukcji to robi. Wydłuża drogę, na której samochód traci prędkość. Utrata dużej prędkości na krótkiej drodze – bezwładność wyrzuca nas przez przednią szybę. Utrata dużej prędkości na długiej drodze – bezwładność powoduje, że może trochę przechylamy się do przodu w fotelu, ale nie wypadamy przez szybę.

A teraz wróćmy do zderzaka Łągiewki: W wersji proponowanej przez otoczenie pana Łągiewki, jego zderzak miałby powodować niewyjaśniony zanik siły bezwładności. Tak, że nawet utrata dużej prędkości na krótkiej drodze nie spowodowałaby wypadnięcia pasażera przez szybę. Z punktu widzenia znanych praw fizyki jest to niemożliwe. Pan Łągiewka i ludzie z nim związani nie dostarczyli żadnego przekonującego dowodu, że takie zjawisko zachodzi.

Pytanie: Czy zderzak Łągiewki działa?

Odpowiedź: TAK, ale jak każdy inny zderzak, czyli zgodnie z prawami fizyki.

On działa – w takim sensie, że owszem, amortyzuje zderzenia, przekazując energię zderzenia elementowi obrotowemu. Na filmie widać, że wystający wihajster wsuwa się podczas zderzenia i wtedy za pomocą zębatki obraca rodzaj koła zamachowego. Ten wsuwający się wihajster z zębatką wydłuża drogę hamowania. Na jego długości następuje stopniowa utrata prędkości pojazdu. Ale inne rodzaje zderzaków (strefa zgniotu, amortyzator hydrauliczny, poduszka puchowa) robią to samo, tylko przekazują energię zderzenia nie kołu zamachowemu, lecz nieuporządkowanym ruchom cząsteczek materii, z której zbudowana jest strefa zgniotu, poduszka czy płyn w amortyzatorze.

Tak więc, owszem, samochody mogłyby mieć zderzak Łągiewki zamiast strefy zgniotu. Wtedy miałyby pod maską koło zamachowe, a przed maską kilkudziesięciocentymetrowy wysięgnik, który w razie zderzenia wsunie się pod maskę i zakręci kołem zamachowym.

Pytanie: Czy zderzak Łągiewki jest lepszy od innych zderzaków?

Odpowiedź: Nie wiadomo.

Czy jest to rozwiązanie praktyczne? Nie jestem inżynierem, ale wydaje mi się, że w przypadku samochodów – raczej nie. Zderzenia samochodów zdarzają się pod najróżniejszymi kątami. Tymczasem zderzak Łągiewki zadziałałby prawidłowo tylko przy zderzeniu idealnie czołowym.

Ludzie związani z Łągiewką wskazują jako zaletę zderzaka to, że energia zderzenia nie jest dyssypowana w nieuporządkowane ruchy cząsteczek zgniatanej materii (taka energia jest raczej nie do odzyskania), lecz w uporządkowany ruch obrotowy koła zamachowego. Dzięki temu można ją potem odzyskać. To ważna cecha tej konstrukcji, ale nie ma akurat sensu w wynalazkach proponowanych przez otoczenie pana Łągiewki, takich jak zderzaki samochodowe czy bariery autostradowe. Po prostu dlatego, że zderzenia zdarzają się sporadycznie, a odzyskiwanie energii z tych zderzeń nie jest absolutnie priorytetem.

Ogólnie, rozwiązanie polegające na magazynowaniu energii hamowania w kole zamachowym jest doskonale znane inżynierom. Nie jest to nic nowego.

Pan Łągiewka i jego ludzie nie dostarczyli jak dotąd przekonujących dowodów, że ich konstrukcja w jakikolwiek sposób przewyższa dotychczas znane konstrukcje. Być może istnieją takie zastosowania, ale tutaj ciężar dowodu spoczywa na konstruktorach.

Pytanie: Czy dostępne w internecie filmy porównujące zderzak Łągiewki z innymi konstrukcjami są dowodem, że zderzak Łągiewki jest lepszy od innych zderzaków?

Odpowiedź: NIE.

Dostępne w internecie filmy nie stanowią dowodu na wyższość zderzaka Łągiewki nad innymi zderzakami, ponieważ pokazane tam „porównania” są nieprawidłowe metodologicznie:

– Albo porównuje się zderzak Łągiewki ze sprężyną (dlaczego to bez sensu – wyjaśniam tu; krótko: sprężyna natychmiast po zatrzymaniu pojazdu oddaje energię zderzenia, tak że nie zatrzymuje pojazdu na stałe, lecz powoduje jego jazdę w przeciwną stronę);

– Albo porównuje się zderzenie pojazdu mającego zderzak Łągiewki ze zderzeniem bez jakiejkolwiek amortyzacji (jak tutaj).

Tak więc filmy pokazują jedynie, że zderzak Łągiewki zamontowany w samochodzie byłby lepszy od sprężyny zamontowanej z przodu samochodu, oraz od samochodu nie posiadającego żadnego zderzaka ani strefy zgniotu.

Obywatel Wajno

A. Wajno, „Kapitalizacja przyszłości”, „Woprosy ekonomiki i prawa” 2012
(А. Вайно, «Капитализация будущего», «Вопросы экономики и права» 2012)
http://law–journal.ru/files/pdf/201204/201204_42.pdf
via scihumor.dirty.ru

Czy pamiętacie książkę Piotra Goćka „Demokrator”? Jej pierwsze wydanie kilka lat temu przeszło bez echa. Jednak drugie wydanie, czyjąś genialną decyzją wypuszczone tuż po Putinowskiej aneksji Krymu, leżało w Empiku w stosach naprzeciwko samiutkiego wejścia – jako proroczy bestseller. Brawurowe science-fiction, gdzieś między Lemem a Tatianą Tołstoj, opisuje jakby Rosję przyszłości.

Kraj rządzony przez Obywatela Szajdo.

Geniusza, wynalazcę. To on wynalazł szajdogenerator, dzięki któremu ojczyzna zyskała nieskończone źródło darmowej energii. Zasada działania szajdogeneratora była oczywiście ściśle strzeżoną tajemnicą państwową. Obywatel Szajdo na tym nie poprzestał i idąc za ciosem wynalazł właściwie wszystko: W pierwszej kolejności szajdobomby i szajdoloty do zastosowań militarnych, a gdy już zapewnił swoim poddanym całkowitą satysfakcję w sferze geopolitycznej, to zwrócił się ku zastosowaniom cywilnym – w ten sposób powstał szereg wynalazków uszczęśliwiających obywateli, takich jak szajdochody i szajdowizja.

A tymczasem w dzisiejszej Rosji prezydent Władimir Putin zdymisjonował dotychczas zaufanego szefa swej prezydenckiej administracji i na jego miejsce powołał szerzej nieznanego Antona Wajno.

Anton Wajno

Anton Wajno, źródło: Wikipedia

Podobieństwo nazwisk wydało mi się zabawne. Ale ciarki przeszły mi po plecach, gdy przeczytałam o działalności naukowej obywatela Wajno: Otóż zajmuje się on opracowywaniem zastosowań dla tajemniczego rosyjskiego wynalazku – nooskopu.

Czym jest nooskop? Można próbować się tego dowiedzieć z pracy Antona Wajno, opublikowanej w podobno recenzowanym rosyjskim czasopiśmie naukowym „Woprosy ekonomiki i prawa”. Artykuł ma tytuł „Kapitalizacja przyszłości” a streszczenie głosi:

Sformułowano paradygmat zarządzania prewencyjnego, polegający na zapobieganiu kryzysom poprzez kapitalizację przyszłości.

Tu moja uwaga: Cała praca Antona Wajno napisana jest hermetycznym, postmodernistycznym językiem. Zaczęłam się obawiać, że moja amatorska znajomość języka rosyjskiego prawdopodobnie nie wystarcza do sensownego przetłumaczenia nawet fragmentów tekstu. Jednak po przejrzeniu rosyjskojęzycznych stron omawiających tę pracę – a wysyp nastąpił w ostatnich dniach – pocieszyłam się: Rosjanie też nic z tego nie rozumieją…

Nooskop, jak pisze autor, wynaleziony został w Rosji w 2011 roku. Jego nazwa wzięła się stąd, że służy on do rejestracji zmian w „noosferze”. A noosfera to, według akademika W. Wiernadskiego cytowanego w artykule, „biosfera przetworzona myślą naukową, przygotowywana od setek milionów, może miliardów lat przez proces, który stworzył Homo sapiens faber”.

Obywatel Wajno definiuje nooskop następująco:

Prognoza i zapobieganie kryzysowym z-Darzeniom [współ-Byciom? – tłumaczenie bardziej literalne] na mapie drogowej rozwoju odbywa się za pomocą nooskopu (opisanego w ponad 50 patentach) – urządzenia składającego się z sieci skanerów przestrzennych, przeznaczonych do odbioru i rejestracji zmian w biosferze i działalności człowieka za pomocą transakcji – klatek filmowych z-Darzenia – obrazu skrzyżowania przestrzeni-czasu-życia. Sieć sensorowa nooskopu, począwszy od kart bankowych nowej generacji, a skończywszy na „inteligentnym kurzujednoznacznie identyfikuje z-Darzenia w przestrzeni i czasie.

O czym jest tak naprawdę ta praca? Zawiera bełkotliwy opis i równie bełkotliwe rysunki, przypominające diagramy Lacana. Wydaje się, że Wajno opisuje tak naprawdę po prostu internet i różne urządzenia podłączone do niego. Autor rozwodzi się nad wieloma drobiazgami, np. możliwością stworzenia systemów zarządzania komunikacją miejską, czy zintegrowanych systemów bankowych – jakby ignorując, że coś takiego na świecie już istnieje. Postuluje uruchomienie sensorów czytających emocje ludzi.

Jednak co ważne – Obywatel Wajno chce połączyć to wszystko w jedną wszechwiedzącą sieć. Słowem, permanentna inwigilacja. Problem już od dawna poruszany najpierw przez autorów science-fiction i futurologów, a obecnie już przez publicystów, działaczy społecznych i polityków. W artykule brakuje jednak najważniejszego: Załóżmy, że Wielki Brat jest w stanie to wszystko zarejestrować. Jednak nie podano, w jaki sposób miałby tę wiedzę zastosować do przewidywania przyszłości?

Chrystus to Zjednoczone Pole Energii, czyli przestrzeń kwantowa

Na Onecie wywiad z aktorem Krzysztofem Pieczyńskim, znanym jako doktor Bruno z serialu „Na dobre i na złe”.

– Moja wizja ma niewielki odbiór, bo niewiele osób o niej wie. Zaprzestańcie nienawiści i dajcie mi media do dyspozycji.

(…)

– Kościół też nie jest święty, bo przeszkadza w przyspieszonej ewolucji człowieka.

A jak miałaby ona wyglądać?

Pozwoliłaby odzyskać piękno człowieka adamowego – takiego, jakim był Adam, pierwszy człowiek, który miał ciało ze światła. Kościół przeszkadza w odzyskaniu przez człowieka tej „szaty chwały”.

Ze światła?

Każda cząstka materii, każdy elektron w atomie ma swoją równowartość matematyczną w cząstce światła. Nasze ciało może zostać przebudowane w zgodzie z boskim obrazem.

(…)

Jezus z Nazaretu mówi, że Chrystus jest substancją, która przenika wszystko i jest podstawowym budulcem życia – to jest Zjednoczone Pole Energii, czyli przestrzeń kwantowa.

Podziękowania dla Magdy Cz.