Tygodnik „Przekrój” poleca Młodego Fizyka!

Tygodnik „Przekrój” poświęca najnowszy numer ciekawym zjawiskom polskiego internetu. Młodego Fizyka umieszcza na liście 33 blogów wartych uwagi!

Reklamy

Cargo cult science

Ten film to tylko wstęp. Właściwa treść, którą chcę przekazać w tej notce, znajduje się poniżej. Nie przepisuję – przeczytajcie to sami:

Richard Feynman

Cargo Cult Science

Tłumaczenie polskie (nie bardzo mi się podoba) – książka „Pan raczy żartować, panie Feynman”, rozdział „Nauka spod znaku kultu cargo” (fragment, podział na akapity mój):

Naprawdę powinniśmy, więc zająć się teoriami, które się nie sprawdzają, i nauką, która nie jest nauką. Moim zdaniem wszystkie te dziedziny nauki, o których wspomniałem, to przykłady tego, co nazywam nauką spod znaku kultu cargo. Na Morzach Południowych są religie, w których ludzie darzą kultem towary. Podczas wojny widzieli samoloty lądujące z mnóstwem wspaniałych dóbr i chcą, żeby to się powtórzyło. Pobudowali, więc pasy startowe, rozpalili po obu stronach ogniska, postawili szopę, gdzie siedzi człowiek z drewienkami na głowie, które udają słuchawki, i kijami bambusowymi, które udają anteny (kontroler ruchu) – i czekają na lądowanie samolotów.

Robią wszystko zgodnie z regułami. Doskonale naśladują wszystkie formy. Wszystko wygląda tak samo, jak wyglądało niegdyś. A jednak metoda nie sprawdza się. Samoloty nie lądują. Z tego powodu porównuję różne pseudonauki do kultu cargo, ponieważ tutaj też przestrzegane są wszystkie reguły i formy badania naukowego, ale brakuje tego, co najistotniejsze, bo samoloty nie lądują. Wypada, oczywiście, żebym wam powiedział, czego brakuje. Ale byłoby to równie trudne, jak wyjaśnienie Melanezyjczykom, że muszą tak wszystko zorganizować, żeby ich system sam wytwarzał bogactwo. Nie wystarczy im powiedzieć, jak budować lepsze słuchawki.

Istnieje jednak pewien element, którego generalnie brakuje w nauce spod znaku kultu cargo. Jest to idea, z którą, mam nadzieję, wszyscy zapoznaliście się w szkole na przedmiotach ścisłych – nigdy wprost nie mówimy, na czym ona polega, tylko mamy nadzieję, że sami ją wydedukujecie z różnych przykładów badań naukowych. Ciekawie, więc będzie postawić sprawę otwarcie i pomówić wprost o tej idei.

Istnieje rodzaj rzetelności naukowej, pewna zasada pracy naukowej, której w życiu odpowiada stuprocentowa uczciwość – wychodzenie ze skóry, żeby zawsze być w porządku. Na przykład, kiedy przeprowadzacie doświadczenie, powinniście podać wszystkie czynniki, które mogłyby podważyć uzyskany przez was wynik; powinniście nie tylko przekazać swój pogląd, ale także ujawnić wszystkie inne czynniki, które mogą ten wynik tłumaczyć; powinniście podać czynniki, których wpływ na warunki doświadczenia waszym zdaniem został wykluczony przez wcześniejsze doświadczenia, żeby ktoś inny mógł sprawdzić, czy rzeczywiście został wykluczony. Należy ujawnić szczegóły, które mogłyby podważyć waszą interpretację, o ile je znacie. Jeżeli nasuwają wam się choćby najdrobniejsze wątpliwości, musicie zrobić wszystko, co w waszej mocy, żeby je wyjaśnić. Na przykład, kiedy stworzycie teorię i przygotowujecie ją do publikacji, musicie podać wszystkie fakty, które są z nią niezgodne, nie tylko te zgodne.

Istnieje także pewna subtelniejsza kwestia. Jeśli stworzyliście jakąś skomplikowaną, wieloelementową teorię, to, kiedy wyliczacie, co się z tą teorią zgadza, musicie zadbać o to, żeby zgadzało się z nią coś więcej niż tylko te fakty, które wam tę teorię nasunęły; musicie wykazać, że do gotowej teorii pasują także inne zjawiska.

Podsumowując – chodzi o to, żeby postarać się podać wszystkie informacje, które mogłyby pomóc innym w ocenie waszej pracy, a nie tylko te informacje, które prowadzą do określonych wniosków. Ideę rzetelności naukowej najłatwiej wyjaśnić przez porównanie z reklamą. Zeszłego wieczoru słyszałem, że olej do pieczenia firmy Wesson nie wsiąka w żywność. To prawda. Nie można zarzucić firmie kłamstwa. Jednak to, o czym mówię, nie sprowadza się tylko do tego, żeby nie kłamać: to sprawa rzetelności naukowej, czyli czegoś więcej. W reklamie należało dodać, że powyżej pewnej temperatury żaden olej nie wsiąka w żywność. Przy niższych temperaturach każdy wsiąka – łącznie z olejem Wessona. Podano, więc prawdziwy fakt, ale z fałszywą implikacją – i właśnie o tę różnicę mi chodzi. My, naukowcy, wiemy z doświadczenia, że prawda zawsze w końcu wyjdzie na wierzch. Inni naukowcy powtórzą wasz eksperyment i stwierdzą, czy mieliście rację, czy nie. Zjawiska naturalne będą zgodne albo niezgodne z waszą teorią. I choć możecie zyskać sobie chwilową sławę, to jeżeli nie będziecie w tego rodzaju pracy maksymalnie uczciwi, nie możecie liczyć na reputację dobrego naukowca.

Właśnie tego rodzaju rzetelności, dbałości o to, żeby nie oszukiwać samego siebie, w dużej mierze brakuje w badaniach, które prowadzą naukowcy spod znaku kultu cargo. Oczywiście, trudność krajowców w znacznym stopniu bierze się z zawiłości przedmiotu i niemożności zastosowania doń metody naukowej. Należy jednak zauważyć, że to nie jest jedyna trudność. To jest przyczyna, dla której samoloty nie lądują – ale pozostaje jeszcze fakt, że nie lądują.

Również z doświadczenia sporo wiemy o tym, jak sobie radzić z różnymi sposobami samooszukiwania się. Jeden przykład: Robert Millikan mierzył ładunek elektronu za pomocą eksperymentu ze spadającymi kroplami oleju i uzyskał wartość, o której dzisiaj wiemy, że nie jest całkiem dokładna. Trochę się różni od faktycznej, ponieważ Millikan przyjął błędną wartość dla lepkości powietrza. Historia pomiarów ładunku elektronu po eksperymencie Millikana stanowi bardzo ciekawy materiał do analizy. Jeżeli przedstawić wyniki w funkcji czasu, otrzyma się krzywą rosnącą: pierwszy jest trochę wyższy od wyniku Millikana, każdy następny trochę wyższy od poprzedniego, aż wreszcie ustalają się na pewnym poziomie. Dlaczego nie odkryli od razu, że liczba jest wyższa? Historia ta jest dość wstydliwa, ponieważ nie ulega wątpliwości, że naukowcy postępowali następująco: kiedy uzyskali wynik znacznie wyższy od tego, który otrzymał Millikan, byli pewni, że się pomylili, i doszukiwali się przyczyn tej pomyłki. Kiedy wyszło im coś zbliżonego do wyniku Millikana, już mniej się starali. Innymi słowy, eliminowali wyniki, które za bardzo odbiegały od wyniku Millikana. Dziś jesteśmy nauczeni uważać na tego rodzaju manewry i uwolniliśmy się od tej choroby Muszę jednak z przykrością powiedzieć, że o ile wiem, to tej długiej opowieści pod tytułem: „Jak przestać oszukiwać siebie samego”, – czyli jak osiągnąć stuprocentową rzetelność naukową nie uwzględniliśmy w żadnym programie zajęć. Liczymy na to, że zarazicie się rzetelnością drogą osmozy. Pierwsza zasada brzmi, że nie wolno wam oszukiwać siebie samych – a osobą, którą najłatwiej wam będzie oszukać, jesteście właśnie wy sami. Musicie, więc bardzo na to uważać. Jeżeli siebie samych nie oszukacie, to potem wystarczy już zwyczajna uczciwość, żebyście nie oszukali innych naukowców.

Nie uczyć matmy i fizy, bo to okultyzm!

„Użytkownicy równań są niebezpieczni dla demokracji.” Nie chcę tu robić bloga publicystycznego, ale ten absurd zasługuje na reklamę: Prof. Janusz A. Majcherek, filozof z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie opublikował w Gazecie Wyborczej zdumiewający artykuł Specjaliści i manipulatorzy.

Profesor postuluje, żeby wbrew współczesnym trendom uczyć dzieci właśnie mniej, a nie więcej nauk przyrodniczych i ścisłych. Jego argumenty rozweseliły mnie nad wyraz:

…wierzą oni naiwnie, że wiedza rodzi się z gromadzenia i uogólniania danych faktograficznych, a jej kluczowymi dziedzinami są nauki przyrodnicze i ścisłe. Stosownie do tych wyobrażeń polska szkoła maltretuje uczniów wtłaczaniem im do głów niezliczonej liczby faktów, a przedmioty przyrodnicze górują ilościowo i zakresowo w planach nauczania nad humanistycznymi. Czy to nie jest aby jedną z przyczyn, dla których absolwenci mają dosyć wieloletniego wkuwania matematyki, fizyki i biologii, więc gdy tylko mogą swobodnie wybierać profil własnego kształcenia w szkołach wyższych, garną się do filozofii, psychologii czy socjologii, których w obowiązkowej edukacji szkolnej im skąpiono?

Ten argument jestem w stanie prof. Majcherkowi wybaczyć, bo pewnie miał trudne dzieciństwo.

Mówię to zupełnie poważnie: Jak wielu z nas, był on uczony w szkole przez złych nauczycieli, którzy przekonali go, że nauki ścisłe i przyrodnicze polegają na „gromadzeniu faktów” i ich „wkuwaniu”! Mnie też szkoła starała się usilnie do tego przekonać. Szczególne miejsce w mej pamięci zajmuje pani od biologii, która kazała nam wkuwać klasyfikację rybich ogonów.

Prof. Majcherek pisze jednak dalej zabawniejsze rzeczy:

…Ludzie wykształceni i ukształtowani w profilach techniczno-inżynierskich są bardziej skłonni do przyjmowania i powielania schematów mentalno-światopoglądowych, podatni na techniki manipulacji i inżynierię społeczną.

Użytkownicy równań, wzorów, regułek i algorytmów mają inklinację do wyobrażania sobie także życia społecznego jako podlegającego koniecznym prawom, mechanizmom i technikom, co czyni ich – zdaniem Marthy Nussbaum – niebezpiecznymi dla demokracji oraz pluralistycznego, otwartego społeczeństwa wolnych obywateli. „Kształcenie nastawione na technikę i biznes produkuje ludzi, którzy są konformistyczni, pokorni wobec władzy i nie myślą krytycznie o propagandzie, którą im podsuwają politycy. Nie potrafią też zrozumieć cierpienia i uczuć ludzi, którzy się od nich różnią”.(…)

Ludzie o wąskospecjalistycznym wykształceniu techniczno-inżynierskim często są istotnie bardziej podatni na polityczną agitację i ideologiczne sugestie, wykazując się ignorancją w rozpoznawaniu ich bałamutności.

No faktycznie, zwłaszcza trening w logicznym myśleniu powoduje konformizm i brak krytycyzmu… A już pitolenie o „zrozumieniu cierpienia i uczuć” – to jest właśnie ta demagogia, którą najczęściej w polityce się wykorzystuje, aby oszukać wyborców, biorąc ich pod włos (źle rozumianego) humanizmu.

A teraz uwaga – najlepsze:

A jak ujawnił na tych łamach już w zeszłym roku Piotr Cieśliński („Gazeta” z 1 października 2008 r.), rynkowa kariera wyrafinowanych instrumentów finansowych, których upowszechnienie doprowadziło do kryzysu amerykańskiego systemu bankowego i w rezultacie do załamania gospodarki światowej, była dziełem fizyków i matematyków opracowujących skomplikowane modele funkcjonowania tych derywatów. Powinno to dodatkowo dać do myślenia zwolennikom zwiększania obecności w polskim systemie kształcenia przedmiotów ścisłych jako mających przyczynić się do podniesienia poziomu polskiej gospodarki.

Dr hab. Paweł F. Góra z Instytutu Fizyki UJ nie przebierając w słowach komentuje to tak:

1) „ujawnił” – znaczy, fizycy i matematycy spiskują na zgubę ludzkości i trzeba ich niecne spiski ujawniać.

2) „skomplikowane modele funkcjonowania derywatywów” to jest żywcem, żywcem język Żolnierza Wolności, który w czasach procesu KOR w stanie wojennym pisał o Onyszkiewiczu (cytuję z pamięci), że „na zlecenie swoich mocodawcow z KOR rozwiązywał równania różniczkowe najwyższych rzędów”.

Nie specjalizuję się w inżynierii finansowej. Rozumiem, że jakieś tam metody wyceny opcji nie wypaliły. Nie wiem, czy dlatego, że twórcy tych modeli sami nie znali ograniczeń stosowalności swoich modeli (to byłoby dziwne, ale powiedzmy, że możliwe). Czy raczej dlatego, że metod tych zaczęli używać ludzie nie umiejący się nimi posługiwać. Jak by nie było – teza prof. Majcherka jest tak absurdalna, że można się turlać ze śmiechu:

Nie kształćmy specjalistów od przedmiotów ścisłych, bo mistyczna wiedza, którą posiądą, zniszczy świat!

Lepiej nie mieć w Polsce ekonomistów w ogóle, to nie będą wymyślać ZŁA.
(To zupełnie jak z zakazem czytania Biblii swego czasu…)

A teraz trzymajcie się: prof. Majcherek otrzymał w 2003 roku nagrodę Kisiela za „walkę z populizmem”!!!

P.S. Po pewnym czasie przyszło mi do głowy coś jeszcze:  Napisałam wyżej o nieszczęśliwym dzieciństwie prof. Majcherka. Źli nauczyciele przekazali mu fałszywy obraz nauk ścisłych i przyrodniczych. I nagle włos podniósł mi się na głowie – przecież teraz to prof. Majcherek kształci nauczycieli!!!

P.S. (13.7.2009) Internauta Kwik odnalazł tekst, który ostatecznie rujnuje złudzenia optymistów. Nie, prof. Majcherek nie posłużył się ironią! Nie zrobił sobie inteligentnego żartu! To są jego najprawdziwsze poglądy. Wygłaszał je już 11 lat temu.

Germańska Nowa Medycyna ostrzega przed konkurencją

Germańska Nowa Medycyna to pomysł pewnego niemieckiego szarlatana, który namawia chorych na raka, by  zaprzestali leczenia. Na pewnym portalu reklamującym to oszustwo w Polsce pojawiła się jakiś czas temu informacja:

Kilka miesięcy temu dotarła do Polski tzw. Totalna Biologia. Fakt ten pozostałby do dzisiaj bez komentarza, gdyby nie opublikowany w 9. numerze magazynu „Wróżka” artykuł, sugerujący, że Totalna Biologia opiera się na odkryciu doktora Hamera. Pragnę podkreślić z całą stanowczością, że tak nie jest!

Czuję się w obowiązku ostrzec czytelników przed tym oszustwem. (…)

Te „nowe kierunki” to między innymi tzw. Meta-Medizin oraz powstała przed laty na zachodzie Totalna Biologia. Dr.Sabbah, jej „twórca”, uczestniczył swego czasu kilkakrotnie w seminariach z doktorem Hamerem, a po latach przeinaczył odkryte przez niego Biologiczne Prawa …

Straszliwe błędy i herezje konkurentów Nowej Germańskiej Medycyny to między innymi nadużycia semantyczne, takie jak to:

Zamiast nazwy Ognisko Hamera = Hamerscher Herd używają nazwy Ognisko Dirka Hamera, które według nich jest również DHS-em. Co za zasadniczy błąd!

Ale żarty na bok. Wiecie dlaczego zwolennicy NGM tak zwalczają konkurencję? Tym odstępstwem wołającym o pomstę do nieba jest… porzucenie doktryny wymagającej od chorych przerwania chemioterapii:

Osobliwą rzeczą jest również fakt, że Totalna Biologia jest oficjalnie akceptowana przez przedstawicieli medycyny szkolnej… podczas gdy dr Hamer z powodu swojego odkrycia od lat jest zwalczany, ścigany i więziony. Dlaczego w takim razie wolno innym w oparciu o to odkrycie oficjalnie praktykować???

Wszystko jasne. Medycyna nie zabrania uprawiania dodatkowo guseł wokół chorych leczonych na nowotwór.  W wielu przypadkach mogą one chorego nawet podnieść na duchu i pośrednio wpłynąć na jego siły do walki z chorobą. Byle tylko nie przerywać właściwego leczenia!

„…Pacjentowi korzystającemu z jej (przyp. Marie-Ginette Rheault) konsultacji absolutnie nie wolno przerywać leczenia farmakologicznego. Chodzi o to, by podczas kolejnych spotkań on sam odkrył prawdziwą przyczynę swoich dolegliwości. Wtedy wychodzenie z choroby nabiera tempa. Często się zdarza, że pomyślne sesje TB powodują zwiększenie skuteczności chemioterapii, a więc wspomagają tradycyjne leczenie…”

To ostatnie zdanie dyskfalifikuje Totalną Biologię totalnie!

Coś podobnego nie wyjdzie NIGDY z ust doktora Hamera!!!

Takiej oceny nie znajdzie się również w jego tekstach.

Dr Hamer nigdy nie twierdził, że chemioterapia leczy, wręcz przeciwnie!

 

Wypuśćcie tego mordercę, a zapewni nam bezpieczeństwo energetyczne!

Gazeta.pl zamieszcza artykuł z Polityki: „Fizykoterapia”. Jak przystało na sezon ogórkowy, tekst wyciska łzy współczucia dla biednego bohatera. Już o nim pisałam, bo w mediach jego postać pojawia się regularnie. Biedny, biedny, nieszczęśliwy bohater jest mordercą. Skazanym w sumie na 37 lat więzienia.

Ciekawe, dlaczego aż tyle? Jedno jest pewne – w 1998 uciekł z więzienia i wlepiono mu dodatkowy wyrok. Ale za morderstwo dostawało się dawniej maksymalnie 25 lat. Czy za głupią ucieczkę Jan Kolano zasłużyłby na dodatkowe 12 lat? Niemożliwe. Musiał sobie nagrabić sporo więcej. I rzeczywiście, Rzeczpospolita podaje, że ucieczek było kilka, a podczas nich Jan Kolano handlował narkotykami. Oczywiście dziennikarzom podaje wersję, że „wziął cudzą winę na siebie”.

Tymczasem współczująca pani redaktor Edyta Gietka opisuje przebieg morderstwa:

Tamtego dnia Kolano robił u szwagra na budowie, wypili we trzech litra, potem pojechał do tego kawalera naprawić pompę, bo poszły uszczelki. Naprawił i znów słuchał o świecie, popijając wino ze szlifowanego szkła. Ręczna robota. Ustawione pod światło robiły kolosalne wrażenie, jak światło załamywało się zjawiskowo. Po 28 latach, już jako fizyk, ocenia, że jego reakcja nie równała się akcji: przy pożegnaniu usłyszał trzask, to metalowa sprzączka od spodni tamtego mężczyzny uderzyła o podłogę, a oczy zrobiły mu się mgliste, oddech gorący. Udusił go rękami. Czy rzeczywiście ten człowiek się do niego przystawiał? A może to były alkoholowe omamy? To są wyższe rzeczy, Jaś nie jest kompetentny wypowiadać się. Jeszcze wrócił na drugi dzień po zapasy ze spiżarni. Skoro umarł, już mu się nie przyda, a siostrze i szwagrowi tak, bo mają małe dzieci.

Jakie to doprawdy wzruszające. Już zabijając człowieka Jan Kolano miał zadatki na fizyka! Zachwycał się załamaniem światła, a po latach analizował siły akcji i reakcji. W dodatku był dobrym człowiekiem – zabił, ale zadbał o małe dzieci szwagra. No i rzecz jasna miał wstrząsający powód do zabójstwa. Pani Edyta w stylu przedwojennych romansów dla kucharek opisuje, jak Jan Kolano o mało nie został zgwałcony przez kolegę… przy pożegnaniu. Nie bardzo to sobie wyobrażam, ale może ja się nie znam.

Jan Kolano nie tylko rewelacyjnie skutecznie przyciąga uwagę mediów. Musi mieć nad podziw rozwiniętą inteligencję emocjonalną, skoro potrafił wzruszyć swym losem kilku profesorów uniwersytetu, którzy wstawiali się za nim do władz. Nie mówiąc już o innych osobach, które dały się nabrać na pomoc biednemu więzionemu.

Artykuł jest tak sentymentalnie napisany, że idę o zakład: Jan Kolano miał wszystkie wzruszające koncepty od dawna w głowie i tylko podyktował je dziennikarce. Świadczą o tym fragmenty tekstu, gdzie pani redaktor przepisuje jak leci pseudonaukowy bełkot:

…dostał zgodę na komputer, żeby robić przestrzenne symulacje równań.

Jaś konstrukcję GPS ma w małym palcu. Otóż jego działanie wymaga precyzyjnego zastosowania mechaniki kwantowej i uwzględnienia teorii względności.

Mechanizm sztucznych mięśni oparł na działaniu pól magnetycznych, które cyfrowo sterują włóknami…

Lecz gwoździem programu jest współpraca z naukowcami. Nie myślcie sobie! „Prawdziwi naukowcy” zaprosili Jana Kolano na „prawdziwe naukowe sympozjum”:

Janowi Kolano udzielono przepustki na prośbę naukowców. Chcą na Forum  Energetycznym we Wrocławiu przedyskutować w fachowym gronie to, co Kolano ma do  powiedzenia na temat zimnej fuzji.

Ten fachowy zjazd to Alternatywne Forum Energetyczne pod patronatem gazet: Nexus, Czwarty Wymiar i Crystal. Wśród uczestników sympozjum były takie osobistości jak Lucjan Łągiewka, wynalazca cudownego zderzaka.

Pozostaje jeszcze jedno pytanie…

Prof. Warczewski do Wysokiego Sądu: „Ostatnio Jan pogłębia temat zimnej fuzji. Zapytał mnie kilka dni temu o »współczynnik dyfuzji deuteru w palladzie«  i o »gradient gęstości deuteru w nim«. Chodzi tu o bardzo ważne pojęcia z  teorii zimnej fuzji, której zasadniczą ideą jest synteza jąder deuteru wewnątrz sieci krystalicznej palladu pod wpływem ciśnień tam panujących. Realizacja tych  planów, jak deklaruje Kolano, ma być rekompensatą za czyn sprzed 28 lat”.

Prof. Jerzy Warczewski z Uniwersytetu Śląskiego pisze o zimnej fuzji. Kilkakrotnie już ogłaszano sukces podobnych eksperymentów, a potem okazywało się, że nie da się ich powtórzyć. Prof. Warczewski zajmuje się fizyką kryształów i zapewne dlatego zainteresował go pomysł „syntezy jąder deuteru wewnątrz sieci krystalicznej palladu”. Ale czy to ma sens? A już zwłaszcza, czy ma sens realizacja takiego projektu wspólnie z facetem siedzącym w więzieniu, który nie ma dostępu do literatury poza wykładami Feynmana? Przypuszczam, że wątpię.

Jan Kolano jest cynicznym oszustem, handlarzem narkotyków i mordercą, który znalazł sobie sposób na wzruszenie publiki, żeby wyjść na kolejną przepustkę. Może on i lubi fizykę (bez tego nie przeczytałby nawet wykładów Feynmana), ale to nie o to chodzi. Dziwię się tym wszystkim profesorom, że nie poznali się na jego pseudonaukowym bełkocie…

Edyta Gietka

Nie siadaj na kwadracie, bo możesz przeenergetyzować organizm!

  1. Rozłóż gazetę, wyjmij stronę 11, wytnij kwadrat wokół krawędzi. Możesz go zafoliować, usztywnić, podkleić taśmą.
  2. Przyłóż kwadrat do brzucha, na wysokości pępka, kolorem do ciała.
  3. Przykładaj figurę 2 razy dziennie. Zacznij od 5 minut, stopniowo możesz wydłużać czas do 30 minut. Czas zależy od wrażliwości organizmu. Oceń, jaki jest najlepszy dla ciebie.
  4. Nie siadaj na kwadracie, bo możesz przeenergetyzować organizm. Nie noś go w kieszeni spodni, marynarki czy żakietu. Możesz go złożyć, nawet wielokrotnie, kolorem na zewnątrz, i nosić w torebce lub torbie.
  5. Kwadratu nie powinni stosować ludzie po przeszczepach i kobiety w ciąży. Nie wolno, stosując kwadrat, rezygnować z leków i wizyty u lekarza.
  6. Kwadrat dodaje sił witalnych fizycznych i psychicznych.
  7. Kwadrat zachowa w sobie energię do końca 2009 roku.

Nadesłane przez Przemo.