Twórcze poszukiwania ropy

"Niekonwencjonalne" technologie poszukiwań ropy naftowej to pomysł nienowy. Te firmowane przez Akimowa doczekały się wzmianki w Nature. Pewne wcześniejsze oszustwo przypomina zaś New Scientist.

Dostęp do Nature (418(6894) 2002, 118) jest tylko dla subskrybentów, dlatego przytaczam tłumaczenie fragmentu:

Poszukiwacze ropy korzystają z przepowiedni tajemniczych cząstek

Firma wiertnicza pracująca w Wielkiej Brytanii planuje poszukiwania czarnego złota poprzez wykrywanie emisji pewnych cząstek subatomowych. Niestety plan ma defekt: według fizyków owe cząstki nie istnieją.

Technology Investment and Exploration, firma zarejestrowana na wyspie Guernsey, dostała od Departamentu Handlu i Przemysłu zielone światło dla rozpoczęcia poszukiwań ropy w trzech lokalizacjach w Anglii i Walii. Firma zamierza w tych miejscach monitorować emisję "mikroleptonów" – małych członków rodziny leptonów – które rzekomo są wydzielane przez podziemne złoża ropy.

Jednakże mikroleptonów brakuje w podręcznikach fizyki. "Nie ma dowodu ich istnienia" – mówi Martin Perl [Nobel 1995 za odkrycie leptonów tau], fizyk z Uniwersytetu Stanforda, gdzie według przedstawicieli firmy opracowano teorię, która stoi za ich technologią – od czego jednak Perl się odcina. Cząstki te były jednak obiektem badań rosyjskich w latach 80., a poszukiwacze ropy nie są pierwszymi, ktorzy im uwierzyli. "Z internetu można dowiedzieć się, że pewne filozofie New Age i uzdrawiacze korzystają z idei mikroleptonów. – mówi Perl – Zdaje się, że głupota ludzka nie ma granic."
Znalazłam również inny komentarz do sprawy:

Robin Marshall, specjalista od fizyki cząstek z Uniwersytetu Manchester odkrył że technologia mikroleptonowa opiera się na pracy rosyjskiego fizyka Anatolija Ochatrina, zamieszczonej w piśmie Dokłady z 1989 roku. "Musiał być szalony, pijany, albo zaślepiony – mówi Marshal – Umieścił kilkukilogramowy wirujący stożek ołowiu przed kamerą otworkową i twierdził, że sfotorgafował "poświatę" otaczającą stożek, która została spowodowana przez mikroleptony". (…) Licencja na lądową eksplorację złóż jest zawsze cennym punktem w CV firmy.

Strona firmy już nie istnieje, ale w pamięci googla pozostały jej resztki.

Z kolei New Scientist cytuje list od czytelnika – pracownika Obserwatorium Genewskiego – który przypomina, że:

Wasz raport o poszukiwaniu ropy za pomocą "detektorów mikroleptonowych" wygląda na remake afery "samolotów węszących".

W istocie sprawa sięga jeszcze roku 1976. Dwóch "inwestorów" przekonało zarząd koncernu Elf, że opracowali urządzenie zdolne do wykrywania pól naftowych przy użyciu czegoś takiego jak "skierowane neutrony". Pole naftowe zostało nawet "wykryte", lecz wiercenia nie wydobyły ani kropli ropy. Oszustwo wykryto w 1979, ale ujawniono publicznie dopiero w 1985, po audycie. Koszty całej afery poszły w miliardy franków, a skandal obszernie referowały francuskie media.

Interesująca jest duża liczba paraleli z przypadkiem brytyjskim: Kierownictwo nie słuchające specjalistów (młodszy pracownik techniczny Elfa został nawet wyrzucony z pracy za wyrażanie wątpliwości); używanie tajemniczych cząstek elementarnych – nie istniejących "mikroleptonów" i "pamięci neutronów"; używanie samolotów do wykrywania pól naftowych; wreszcie – zezwolenia na wiercenia przyznane przez władze.

Rosja: Top 5 najnowszych przekrętów naukowych

Świeże informacje z rosyjskiego tygodnika "Ogoniok" dowodzą, że Akimow i jego wspólnicy są wciąż aktywni. W ostatnich latach prowadzili interesy z rządami dwóch państw Unii Europejskiej. Szanowni Rodacy! Miejmy się na baczności, bo może wkrótce Akimow zapuka i do naszych drzwi… Co wtedy zrobi polski rząd? Strach się bać…

"Ogoniok" nr 1-2 2007 (1-14.1.2007)
Jelena Żurawliowa

Gorąca piątka afer paranaukowych, które wstrząsnęły światem

[wersja angielska]

Już od 8 lat istnieje w naszym kraju Komisja do spraw Walki z Pseudonauką i Fałszerstwami w Badaniach Naukowych, powołana z inicjatywy prezydium Rosyjskiej Akademii Nauk. Jednakże – pomimo wszystkich wysiłków akademików, pseudouczonych wcale nie ubywa. Miniony rok okazał się pod tym względem wręcz szczególnie urodzajny. Specjalnie dla "Ogońka" członek Komisji, akademik Jewgienij Aleksandrow sporządził ranking najbardziej skandalicznych "osiągnięć".

1. Wirowe generatory ciepła [znane też pod angielską nazwą: "vortex thermal generators"]

Mit

Palma pierwszeństwa przysługuje "torsjonistom". Po raz pierwszy świat dowiedział się o ich działalności jeszcze w 1991 roku, gdy z inicjatywy Akazemii Nauk ZSRR odbyło się specjalne śledztwo, w toku którego wyszło na jaw, że szereg radzieckich ministerstw straciło 500 milionów rubli na pseudo- a wręcz anty-naukowe prace nad polem spinorowym (lub torsyjnym, lub też mikroleptonowym). Po tych wydarzeniach jedni torsjoniści przeszli do podziemia, a inni obrócili swoje spojrzenie na zagranicę. Na przykład, kilka lat temu pewna firma mająca rosyjskie korzenie otrzymała od rządu brytyjskiego licencję na poszukiwanie ropy naftowej w rolniczych rejonach Anglii przy pomocy "najnowszych technologii mikroleptonowych".

Śledzące sprawę czasopismo Physics World doszło do wniosku, że za pomocą taniej brytyjskiej licencji aferzyści zamierzali sprzedawać "innowacyjną technologię" krajom Trzeciego Świata. I rzeczywiście, później rosyjscy "królowie poszukiwań naftowych" pojawili się w Australii [tak w tekście 😉 – przyp. red. Młodego Fizyka].

Inna znów firma, zawarłszy umowę z urzędnikami bułgarskimi, próbowała zachęcić to państwo do zakupu "wirowych generatorów ciepła". W listopadzie 2006 roku, jak podała bułgarska dziennikarka Wieliana Christowa, Bałkany odwiedził guru pól torsyjnych Anatolij Akimow, który postanowił zaprezentować publiczności swoją nową "technologię szóstej generacji" – pewien aparat służący do "wczesnej diagnostyki chorób autoimmunologicznych".

Rzeczywistość

Najbardziej interesujące w tej historii jest, że żadne "pola torsyjne" w ogóle nie istnieją w przyrodzie. Eksperymenty dowodzą, że sprawność całego tego "generatora wirowego" jest niższa niż zwykłego domowego grzejnika wody, lecz jego cena jest nieporównywalnie wyższa – bo ok. 5 tysięcy dolarów.

Akademik Aleksandrow dzieli się swymi wrażeniami: "Jedynym – za to bezspornym – osiągnięciem torsjonistów jest stworzenie "systemu odpałów", który polega na tym, że urzędnik państwowy przepuszczający wniosek o finansowanie "badań" otrzymywał procent od przydzielonej kwoty. Na tych zasadach jeszcze w czasach sowieckich urzędnicy od nauki byli gotowi sfinansować każdy, nawet najbardziej niedorzeczny projekt. Nie mówiąc już o epoce dzikiego kapitalizmu."

2. Broń psychotroniczna

Mit

W październiku 2006 generał-major Federalnej Służby Ochrony Rosji Borys Ratnikow wystąpił w prasie z sensacyjną informacją o astralnych bitwach, które przeprowadzali rosyjscy czekiści z z potencjalnym przeciwnikiem. O magicznej praktyce dawnych kapłanów, wyprowadzonej przez specsłużby na poziom nauki. O potężnej broni psychotronicznej, pozwalającej nie tylko oddziaływać na psychikę ludzi, ale też czytać w ich myślach. [Naoglądał się Straży Nocnej? – przyp. red. Młodego Fizyka] Tak, w szczególności, nasze dzielne specsłużby "podłączyły się do podświadomości pani sekretarz stanu USA Madeleine Albright", w której wykryły "patologiczną nienawiść do Słowian".

Rzeczywistość

"Generał-major Ratnikow opisuje tę część historii torsjonistów, która zahacza o interesy wywiadu – stwierdza akademik Aleksandrow – Jeszcze w czasach sowieckich w tych kręgach były bardzo popularne baśnie o wszechmocnych "generatorach psychotronicznych", mających jakoby wpływ na psychikę człowieka. W rzeczywistości generatory te były zwykłymi makietami. Ale funkcjonariuszy KGB zwiodło to, że naiwnie uwierzyli w telepatię – przecież nie ma lepszej pokusy dla wywiadu. Tymczasem, do dziś nie ma ani jednego eksperymentalnego potwierdzenia telepatii i innych zjawisk paranormalnych. Ponad dziesięć lat temu znany amerykański iluzjonista James Randi zorganizował fundację, która obiecuje wypłacić milion dolarów każdemu, kto przedstawi jej komisji jakikolwiek "cud". Potężni telepaci wciąż są oczekiwanie pod ardesem www.randi.org. Pracownicy fundacji oferują kandydatom zaproszenie i opłacenie wizy.

 

3. Energia alternatywna

 

Mit

Ofiarą własnej niekompetencji padł też zastępca sekretarza Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Nikołaj Spasskij, który w kwietniu 2006 roku, podczas spotkania Grupy G-8, oznajmił, że zbliża się "przełom w energetyce". Do przełomowych kierunków zaliczały się jego zdaniem "kontrolowana synteza termojądrowa, energia wodorowa i energia próżniowa".

Rzeczywistość

"Z całej "listy Spasskiego" mniej lub bardziej realna jest tylko energetyka oparta na wodorze – mówi Jewgienij Aleksandrow – Sam wodór jako taki nie jest źródłem energii, lecz jej nośnikiem. W tej roli ma szereg przewag nad inymi rodzajami paliw chemicznych. Jednak jego użytkowanie i produkcja (znów z ropy naftowej i węgla!) nastręcza wiele problemów technologicznych, które są jeszcze dalekie od rozwiązania." Kontrolowanie reakcji termojądrowych jest w zasadzie też w pełni realne, ale otrzymywanie z nich energii stanie się opłacalne nie wcześniej niż w 2050 roku. Jak dotychczas projekty syntezy termojądrowej opierały się na reakcji deuteru i trytu, mającej niski próg inicjacji i zachodzącej przy wybuchu bomby wodorowej.

Początek 2006 roku odznaczył się sporym szumem wokół projektu wydobycia helu-3 na Księżycu, anonsowanego przez szefa RKK Energia Nikołaja Sewastianowego. "Eksperci przeliczyli nawet, że na pokrycie rocznych wydatków energetycznych całej ludzkości wystarczy przetransportować z Księżyca jakieś 100 ton helu-3. Co prawda, do tego potrzeba skruszyć księżycowy regolit na przestrzeni 23 tysięcy kilometrów kwadratowych (!) i na głębokość 10 metrów, aby wydobyć z niego hel. Pozostaje przeliczyć, ile ekwipunku należy dostarczyć na Księżyc, nie zapominając przy tym że przesłanie na Księżyc tony ładunku kosztuje miliard dolarów. To już nie pseudonauka, a próba obrabowania budżetu państwa i to w gargantuicznej skali!" – śmieje się akademik Aleksandrow.

Lecz nawet ten projekt wieku blednie w obliczu próby wydobywania energii z… próżni. Informacje o tym pojawiają się w mediach z podziwu godną regularnością. Liczba grup, które produkują takie perpetuum mobile, mnoży się w oczach. Ich sprzedawcy wspominają o hipotezie o istnieniu "ciemnej" lub "próżniowej" energii, która jakoby prowadzi do szybszego rozszerzania się Wszechświata. Prawda jest taka, że ani astrofizycy, ani specjaliści od fizyki wysokich energii nigdy nie twierdzili, że ta "ciemna" energia może być wydobywana.


4. Antygrawitacja

 

Mit

Z kolei dyrektor firmy NTC Intrafizyka Władimir Nikitin dotarł do samego prezydenta Federacji Rosyjskiej – dokładniej, do jednego z jego doradców, który przedstawił jego materiały do recenzji w Rosyjskiej Akademii Nauk. Akademicy przeczytali i popłakali się. Punktem wyjścia do części praktycznej projektu była Zunifikowana Teoria Pola, nad której stworzeniem już od 50 lat biedzą się najtęższe umysły ludzkości. "Wszystkie te wzory nie mają żadnego sensu, grają tylko rolę imitacji tekstu naukowego – akademik Aleksandrow ledwie powstrzymuje wybuch słusznego gniewu – Za to jakie otwierają się perspektywy! Superbroń, super-pojemne akumulatory, telekomunikacja nowego typu i nawet środki transportu o napędzie antygrawitacyjnym!" Fantaści nerwowo wyczekiwali, paląc papierosa na korytarzu.

Rzeczywistość

Podstawą wszystkich tych cudów techniki okazały się tzw. "K-chwytliwe źródła energii". Autorzy twierdzą, że w pierścieniowej komorze prąd zainicjuje reakcje jądrowe, a otrzymana energia może być spożytkowana na usunięcie odpadów radioaktywnych lub substancji toksycznych. "Żadnych ocen prawdopodobieństwa zajścia reakcji, tym bardziej z wydzieleniem energii, w projekcie nie ma – zauważa akademik Aleksandrow – Brak również porównania z innymi projektami usuwania radioaktywnych odpadów i substancji trujących, co jest ogólnoświatową praktyką. Ale w danym przypadku mamy do czynienia nie z nauką, lecz z fantastyką – dla której nie istnieją żadne reguły."

Zaproponowano też, aby użyć tegoż samego pierścieniowego pojemnika jako elektronowo-dynamicznego akumulatora o pojemności 7 miliardów gigadżuli. Tak wstrząsający rezultat ma być osiągnięty za pomocą wirującego pierścienia elektronów, utrzymywanego przez zmienne pole elektromagnetyczne. Cóż, współczesna fizyka zgromadziła już ogromne doświadczenie w konstruowaniu takich układów, które co prawda wymagają wiele ekergii, ale wcale jej nie przechowują. Jednak podobne drobiazgi wcale nie smuciły autorów badań. Nawiasem mówiąc, prawdziwą sensacją powinna stać się "broń elektromagnetyczna do unicestwiania szybko poruszających się celów kosmicznych". Jako dodatkowy bonus – autorzy zwracają uwagę, że urządzenie nie posiada lufy, nie ma odrzutu przy strzelaniu i nie potrzebuje amunicji, choć "wyrzuca grudę elektronów o masie do 90 kg" (?!). Cóż, w obliczu tego faktu wydaje się już zrozumiałe samo przez się, że pojemniki pierścieniowe mogą wytwarzać także i antygrawitację, co umożliwia "stworzenie zasadniczo nowych środków transportu – takich jak pojazdy kosmitów".


5. Latający talerz

Mit

Latający talerz jest w ogóle złotym snem rosyjskich konstruktorów lotniczych. Któż nie obiecywał zbudować w najbliższym czasie tego cichego i ekologicznego środka transportu, odznaczającego się dużą prędkością i łatwością manewru? W tym roku na firmamencie przemysłu ufologicznego zabłysł Instytut Naukowo-Badawczy Systemów Kosmicznych. Dyrektor instytutu Walerij Mieńszykow twierdzi, że jako podstawę projektu przyjęto… szkice konstrukcyjne latającego talerza Trzeciej Rzeszy. Nie wchodzi w szczegóły zasad działania innowacyjnego napędu, zauważa tylko, że "talerz może rozpędzić się do nieskończoności".

Rzeczywistość

"Niech lepiej przesiądą się na miotłę" – radzi akademik Aleksandrow. – A co? Dobry transport, opisany w wielu źródłach, wytrzymał próbę czasu, a przede wszystkim – nie przeczy zasadom fizyki, w odróżnieniu od latających talerzy. Bo jakież niezwykłe właściwości UFO obiecują nam oni odtworzyć? Nieograniczenie wielkie przyspieszenie (oczywiście niemożliwe, bo zgodnie z prawami Newtona potrzeba na to nieskończonej siły napędu), możliwość przekroczenia prędkości światła i przy tym stania się niewidzialnym (niezgodnie z teorią względności Einsteina), "ruch bez bezwładności" (narusza zasadę zachowania pędu).

Szypow, Akimow, Emoto na Politechnice Gdańskiej i nie tylko

Polscy uczeni prowadzą całkiem świeże badania nad zastosowaniem zjawisk "odkrytych" przez Emoto oraz spółkę Akimow & Szypow. W październikowym numerze periodyku "Technika chłodnicza i klimatyzacyjna" z 2006 roku znajdujemy artykuł "Zagadkowe fale torsyjne a oszczędności w chłodnictwie", autorstwa Henryka Pacochy oraz dr. inż. Waldemara Targańskiego.

Dr inż. Waldemar Targański jest pracownikiem Politechniki Gdańskiej, ostatnio zresztą odznaczonym przez swą uczelnię za wyróżniającą działalność dydaktyczną.

Henryk Pacocha jest szefem firmy PPHU TORST, już od 1990 roku zajmującej się zastosowaniami pól torsyjnych w różnych dziedzinach gospodarki i przemysłu.

Jeśli chodzi o ich wspólny artykuł, to warto przejrzeć zwłaszcza odnośniki do literatury:

[1] Ray E.: Teoria próżni jest naukowym dowodem na istnienie Boga?Gwiazdy mówią”, 1999, nr 51.

[2] Akimov A., Tarasenko V.: Models of polarized states of the physical vacuum and torsion fields, Sov Phys. J., March 1992.

[3] Figura M.: Fala jest polem – rozmowy o fizyce. Wywiad z fizykiem rosyjskim, Gennadijem Szypowem. „Czwarty Wymiar” 2004, nr 2, 3, 4, 5.

[4] Bagrov V. et al.: Possible manifestations of the torsion field. Sov. Phys. J., March 1992.

[5] Emoto M.: Woda – obraz energii życia. Wydawnictwo Medium, 2004.

[6] http://darmowa-energia.eko.org.pl/pliki/duch/maseruemoto.html

[7] Filin S.: Niezwykłe własności zwykłej wody. „Technika Chłodnicza i Klimatyzacyjna”, 2005, nr 8.

[8] DeSabbata V., Gasperini M.: Torsion production by electromagnetic fields. Lett. Nuovo Cimento, March 1981,vol. 30, nr 12.

[9] “Człowiek, Kosmos i Kanon Piękna”, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, 1994.

[10] Akimov A., Shipov G.: Torsion fields and experimental manifestation. Proc. Internat. Conf. on New Ideas in Natural Sciences, St. Petersburg, June 1996.

[11] Ickiewicz J.: Energia jako podstawa aktywności inżynierskiej (zrównoważone systemy energetyczne). Zeszyty Naukowe Politechniki Białostockiej, 2003.

[12] http://www.torst.pl

Koniecznie należy też obejrzeć strony www firmy TORST, gdzie:

Wydaje się, że pola torsyjne to również w Polsce doskonały biznes.

Dimi Chakalov

Jeśli ktoś z państwa chciałby być uszczęśliwiany przez odwiedziny i listy od licznych amatorów pseudo-nauki, to polecam pracę w obserwatorium astronomicznym. Jest to pierwszy adres, jaki przychodzi do głowy delikwentom. Oprócz tego najlepiej jest specjalizować się w teorii względności. Popularność wśród maniaków murowana.

Tomasz Stachowiak z Obserwatorium Astronomicznego UJ nadesłał nam ciekawy przykład:

Zdarzyło mi się też dostawać listy od ludzi tego pokroju reklamujących swoje teorie, ostatnio na przykład od niejakiego Dimi Chakalova. Wysłał do mnie jednego e-maila, w którym kluczowe zdanie to: "Szanowny kolego, zakładam, że nie traktujesz OTW jak hobby.", a dalej był link: www.god-does-not-play-dice.net. Po przeczytaniu części tego co tam ma, dochodzę do wniosku, że on zapewne właśnie tak OTW traktuje 🙂


Wystarczy śledzić jego stronę razem z listą do rozpoznawania "crackpotów",
do której link jest na Twojej stronie – częste cytowania Einsteina, narzucanie się znanym współczesnym fizykom, czy jakieś niejasne włączenie tajemnicy mózgu w całą historię. Poniżej kilka szczególnie udanych wyimków.


O niedobrych liczbach:

A ‚number’ is a static, frozen mathematical entity. It does not necessarily have to be
exact
(one
good example are the irrational numbers), yet we know that under
certain conditions we can obtain an exact, rational number from
irrational ones (e.g., by multiplying sq. r. from 3 with sq. r. from
12 we obtain +/- 6).



O niedocenionej, acz ścisłej, kontynuacji myśli Einsteina:


I anticipate severe resistance from the established physical community, since
I strictly follow Einstein

and do not talk about God with anthropomorphic concepts. We’re talking
science here. God could be a bare mathematical "point" hidden inside
the instant ‚now’ from the universal time arrow. Always been there,
always will. Unlike religion, this statement can indeed be verified. It’s a matter of math and clear thinking. Nothing else. "The rest are details" (A. Einstein).



O tym, jak należy dzieciom tłumaczyć:


Let me sum up with my explanation of the bi-directional "talk" of matter and geometry [3], which I offered to my 11-year old daughter.
Suppose you do in a china shop, and the manager there tells you that
there is a white dancing elephant in his shop, but it’s sort of
invisible. Even more: each and every piece of fragile china requires
fixing of its state by the white dancing elephant, so he has to
constantly dance and jump around. Of course, he doesn’t break anything,
for the simple reason that the states of all pieces of china that you
look at (in the good old 3-D space) have been already fixed by this
white elephant before you look at them, so you cannot actually see the
dancing elephant. Moreover, in case you worry, you can easily go to any
place in the shop and make this white dancing elephant vanish
completely (by a simple co-ordinate transformation, of course [6]).


O prefosjonalnych terminach poetyckich w fizyce, oraz innych epitetach:


linear time variable t […] is (1) unobservable, and (2) crap.

1.
It is unobservable, in the sense that it cannot exist: with a linear
time variable, we cannot, even in principle, observe the non-linear "talk" online, as it evolves along the cosmological time arrow. Professionally speaking
, the so-called ‚linearized gravity’ is an oxymoron.

2. The linear time variable t is total crap,
because it cannot, even in principle, describe the self-acting faculty
of matter fields coupled to gravity: recall Baron Munchausen and read
the explanation below the red line.



O tym, co powinniśmy byli przeczytać na początku:



Let me start with a cautious warning: I was never able to understand


Einstein’s General Relativity (GR), hence everything said here could be wrong.



Wytłuszczenia moje 🙂 To tyle, bo chyba więcej nie ma sensu. Można by
jeszcze dodać, że jego pracę moderatorzy usunęli z arxiv – a ja myślałem, że to się nigdy nie zdarza… Jeszcze dorzucę ostatnie zdanie z abstraktu tej pracy: "The discussion is kept at conceptual level, to make it accessible to the general audience." I wszystko jasne 🙂

Znów Dziennik…

Z tego co przysłał nam nasz wierny czytelnik Neratin wynika, że Dziennik, oprócz wyśmianego przez nas do cna red. Średzińskiego, niejednego jeszcze kwiatka hoduje na swej rabatce. Dziś zakwitnie nam red. Piotr Dębek, autor artykułu Komputer kwantowy – marzenie szpiegów i hakerów.

Neratin komentuje:

Moja propozycja do waszego bloga to artykuł ‚Kanadyjczycy pokazali prototyp supermaszyny’ Piotra Dębka. Przeczytałem go rano i trampki mi opadły…


Pierwsze cztery akapity zawierają przerażającą ilość bredni:


"Prototyp pierwszego komputera kwantowego przeznaczonego na sprzedaż
zaprezentowała niedawno kanadyjska firma D-Wave Systems. Maszyna o nazwie Orion ma wprost niewyobrażalną moc obliczeniową, a do sklepów trafi już na początku przyszłego roku – pisze DZIENNIK."


Orion ma moc obliczeniową mniejszą od kalkulatora kieszonkowego. Nawet zakładając, że faktycznie robi to, co mówi D-Wave (niektórzy mają co do tego wątpliwości – i póki D-Wave czegoś nie opublikuje w recenzowanym czasopiśmie naukowym, tak pozostanie), jego 16 qubitów to za mało by zrobić cokolwiek sensownego.



D-Wave zapowiada natomiast, że pod koniec 2008 roku uda im się zwiększyć skalę do 1024 qubitów – i jeśli im się uda, to będzie to już interesujące.


"Komputer kwantowy w okamgnieniu rozwiąże równanie zbyt złożone dla dzisiejszego superkomputera."


Niektóre tak, niektóre nie.


"Dzięki temu, że potrafi on równocześnie sprawdzić wszystkie możliwe rozwiązania dowolnego równania, znalezienie skomplikowanego hasła potrwa sekundy."


Bzdura. Prawa mechaniki kwantowej powodują, że ‚równoczesne
sprawdzanie wszystkich możliwych rozwiązań’ nie jest możliwe, co udowodnili Bennett, Brassard, Bernstein i Vazirani w 1996 roku: arxiv.org/abs/quant-ph/9701001


"Dzisiaj sprawdzenie wszystkich kombinacji zwykłego hasła bankowego (128-bitowego) za pomocą miliarda komputerów, z których każdy badałby miliard kombinacji na sekundę, zajęłoby więcej czasu, niż istnieje wszechświat. Nad złamaniem szyfrów 2048-bitowych, dostępnych nawet dla prywatnych osób, nawet nie warto się zastanawiać. Tymczasem komputer kwantowy poda pasujące rozwiązania niemal natychmiast."


Bzdura. Przy łamaniu haseł metodą siłową (korzystając z algorytmu
Grovera – który jest w tym względzie optymalny, patrz dowód powyżej) komputer kwantowy radziłby sobie lepiej od klasycznego, ale ‚tylko’ z przyspieszeniem kwadratowym: czyli 128-bitowy jest dla komputera kwantowego trudny jak dla klasycznego 64-bitowy, 256-bitowy jak 128-bitowy, itd. Oznacza to oczywiście, że wystarczy zwiększyć długość klucza (2048 bitów wystarczy z nawiązką), by szyfr stał się nie do złamania przez komputer kwantowy metodą siłową.


"W praktyce oznacza to, że wraz z jego rozpowszechnieniem wszystkie hasła na świecie będą czytelne niczym otwarta księga. Uratują nas dostępne od kilku lat urządzenia do szyfrowania kwantowego, zabawki przeznaczone głównie dla bogatych instytucji finansowych."


Bzdura. Jedyne szyfry, które komputery kwantowe mogą efektywnie łamać,
to te oparte o problem faktoryzacji (jak RSA) i logarytmu dyskretnego (jak ECC). Orion zresztą, z tego co wiem, nie potrafi na razie tego robić, bo nie znany jest adiabatyczny odpowiednik algorytmu Shora.


Szyfry takie jak DES, przy zwiększonej długości klucza, w dalszym
ciągu są bezpieczne. Problemem jest natomiast stworzenie praktycznego protokołu z kluczem publicznym, który zastąpiłby RSA. Jednym z takich protokołów jest NTRU, który jest odporny na ataki kwantowe:
www.ntru.com/cryptolab/faqs.htm#twentyoneA


Co do reszty artykułu: faktycznie, jeśli D-Wave udało się to co twierdzą, że im się udało – to jest to wspaniałe osiągnięcie (sam im zresztą kibicuję). Szkoda jednak – nawet pomijając kwestię błędów merytorycznych i zerowego zrozumienia tematu – że pan Dębek nie zadał sobie trudu, by sprawdzić dlaczego środowisko informatyków kwantowych jest oględnie mówiąc sceptyczne wobec tych doniesień.

Dodam jeszcze komentarz redaktora meisnera, który też ma coś niecoś do
czynienia z problematyką komputerów kwantowych:

Jeśli faktycznie zrobili 16 kubitów to są faktycznie świetni. Jak rzucisz okiem na pracę http://arxiv.org/abs/cond-mat/0410161 to zobaczysz że liczba kubitów musi być << 100 (czyli w praktyce ~10), inaczej obecne pomysły na komputer kwantowy sie załamują… Zatem musieli wymyślić coś zupełnie nowego, szczególnie gdyby 1024 kubity miały okazać się prawdą . To byłby naprawdę przełom.

Artykuł w Dzienniku to stek bredni, komputery kwantowe są dużo szybsze bo mogą przetwarzać równolegle, i działają na liczbach rzeczywistych ale to nie są żadne cudowne i magiczne urządzenia…

Dla własnej weryfikacji tego artykułu polecam wykład
th.if.uj.edu.pl/~ufjacekd/KK-wyklad.pdf

Dziękuję, ty głupku

Pani dr Zofia Gołąb-Meyer z Instytutu Fizyki UJ nadesłała nam kolejną perełkę do kolekcji.

Portale ekologika.pl i darmowa-energia.eko.org.pl promują ekologiczne źródła energii. Ten pierwszy wspierany jest przez specjalistów ze stopniami naukowymi. Obydwa publikują reklamy firm produkujących różne urządzenia przyjazne środowisku. Wszystko to budzi zaufanie internauty. Witryny zawierają sporo ciekawych i kompetentnych informacji, lecz niestety – tragicznie przemieszanych z bzdurami. Internauci – czy to biznesmen szukający pomysłu na ekologiczną inwestycję, czy uczeń zainteresowany nowinkami technicznymi – mogą nazbyt zaufać tym źródłom informacji.

Wygląda na to, że jeszcze nieraz wrócimy do tych portali. Dziś popastwimy się nad artykułem Odkrycie Maseru Emoto o japońskim „badaczu” wody:

Przed kilku laty japończyk Masaru Emoto w wyniku swoich eksperymentów odkrył, że woda reaguje na nasze myśli i słowa oraz że potrafi je odzwierciedlić. Zależnie od tego, jakie wysyłano słowa w kierunku kropli wody, jej kryształki po zamrożeniu ukształtowały się w zupełnie różne formy krystaliczne.

 

Grunt do dobrze się sprzedać. Pan Emoto w artykule przedstawiany jest jako badacz ze stopniem naukowym, szef kilku ośrodków badawczych. W rzeczywistości jednak jego życiorys powiela schemat cv innych szarlatanów:

Ukończył studia w kierunku bynajmniej nie przyrodniczym – mianowicie stosunki międzynarodowe. Rzekomy stopień naukowy oznacza tytuł „doktora” medycyny alternatywnej, który otrzymał od pewnej szemranej „uczelni”. Ośrodki „badawcze” to po prostu kierowane przez niego firmy-krzaki, dzięki którym reklamuje się i zarabia. Jest to konieczny sztafaż, bo książki o pseudo-nauce będą bestsellerami tylko wtedy, gdy ich autor jest szefem kilku międzynarodowych firm prowadzączych zaawansowane projekty badawcze.

Na polu reklamy pan Emoto osiągnął – jak widać – duże sukcesy, gdyż doprowadził nawet do nakręcenia paradokumentalnego filmu łączącego propagandę swych osiągnięć z reklamą pewnej sekty. Autor artykułu twierdzi, że film wyprodukowano w Hollywood, jest jednak wręcz przeciwnie – tamtejsze wytwórnie odrzuciły propozycję produkcji, co chyba nawet dodało dziełu splendoru „filmu niezależnego”. W każdym razie obraz zyskał sobie sporą popularność w amerykańskich kinach i w sprzedaży dvd, jako „pierwszy film o fizyce kwantowej, który przyciągnął tak szeroką publiczność”.

Co tak elektryzującego odkrył Masaru Emoto?

Rezultaty jego doświadczeń są zdumiewające, wręcz niewiarygodne. Próbki wody poddane wcześniej pozytywnym słowom czy myślą krystalizują zdecydowanie inaczej (wykazują niezwykłe piękno form) od tych, które poddane zostały myśleniu negatywnemu (są po prostu brzydkie).

Wodę pochodzącą z tego samego źródła poddawano oddziaływaniu różnych czynników, różnych rodzajów muzyki, naklejano na pojemniki napisy o różnym zabarwieniu emocjonalnym, ustawiano naczynia na różnych fotografiach i po jej zamrożeniu okazywało się, że obraz krystaliczny jest w każdym przypadku inny, co potwierdziło, że woda ma właściwość zapisywania w swojej strukturze dźwięków, obrazów, myśli i emocji.

Znając doskonałe efekty muzykoterpii, Emoto wykonał doświadczenie, pokazujące jaki wpływ ma muzyka na wodę. Umieścił wodę destylowaną pomiędzy dwoma głośnikami, na czas jednej godziny. Następnie wodę zamroził i sfotografował jej kryształy. Poniżej zdjęcia efektów doświadczenia.


Symfonia „Pastoralna” Beethovena

Piosenka ludowa Kawachi

Muzyka Heavy Metal

Emoto z zespołem naukowym przeprowadził doświadczenie, jak myśli i słowa wpływają na kształt kryształów destylowanej wody. Okazało się, że istnieje duża różnica pomiędzy wykrzyczanym ze złością – „Ty głupku”, a powiedzianym przyjaźnie – „Ty głuptasie”. Zdecydowano się więc przeprowadzić badania wody poddanej działaniu słowa pisanego. Wodę rozlewano do dwóch takich samych szklanych buteleczek. Potem na jedną z nich naklejano kartkę z wydrukowanym słowem np. „dziękuję”. Na drugą butelkę naklejano słowa np. „ty głupcze” i pozostawiano butelki na jedną noc. Następnego dnia wodę zamrażano i fotografowano uformowane kryształy.
 
Kryształy powstałe z wody opisanej hasłem „Adolf Hitler” wyglądają podobnie, jak kryształy, które poddane zostały działaniu słów – „Czynisz mnie chorym” i „Zabiję cię”. Za każdym razem rezultat badania był taki sam – miedzy dwiema butelkami wykryto zauważalne różnice.
Przez Ciebie choruję.
Ja Ciebie zabiję.

 

Dziękuję

 

Adolf Hitler

 

Matka Teresa

 

Badacz daje nam szansę doświadczalnej weryfikacji jego idei w warunkach domowych:

Na jednym z wykładów Emoto ktoś z widowni podzielił się wynikami następującego doświadczenia. W eksperymencie tym gotowany ryż włożono do dwóch słoików. Następnie każdego dnia do jednej próbki mówiono „Dziękuję”, a do drugiej „Ty głupku”. Obserwacje prowadzono przez miesiąc. W wyniku eksperymentu ryż do którego mówiono „Dziękuję” częściowo sfermentował i zaczął wydzielać przyjemny aromat. Natomiast ten, do którego mówiono „Ty głupku” sczerniał, zgnił i wydzielał wręcz okropny odór. Później to samo doświadczenie wykonało więcej osób i uzyskały one identyczne rezultaty.

 

Zachęcamy czytelników do powtórzenia eksperymentu i podzielenia się jego wynikami.

Paradoks bliźniąt rozwiązany (2)

Kilka dni temu cytowaliśmy wiadomość z Onetu na temat profesora Kaka, który „wreszcie rozwiązał paradoks bliźniąt”. Informacja ta zrobiła oszałamiającą karierę medialną, poczynając od internetowych portali informacyjnych, a kończąc na Polskiej Agencji Prasowej – która już skasowała tę wiadomość, lecz za nią zdążyły ją opublikować Onet, Wirtualna Polska, a nawet TVP.

Ostatnio internauta neratin_ceka poinformował nas, że Subhash Kak opublikował swój pomysł w pewnym recenzowanym czasopiśmie naukowym. Rzeczywiście, artykuł znajduje się pod tym linkiem. (Dostęp do tekstu jest płatny, chyba że z sieci uczelnianych, które posiadają odpowiednią subskrypcję. Jednak jego bezpłatny preprint znajduje się tutaj.) International Journal of Theoretical Physics miał w 2005 roku impact factor 0.5. Co ciekawe, w radzie naukowej pisma zasiadają m.in. Roger Penrose i Steven Weinberg.

Przedstawiłam tę ciekawostkę dr. hab. Leszkowi Sokołowskiemu, specjaliście od teorii względności z Obserwatorium Astronomicznego UJ. Oto jego opinia:

Przeczytalem pierwsze dwa paragrafy tego artykulu i przerwalem lekture, by nie zamulac sobie umyslu.

To jest popis niewiedzy tego autora. Wyliczenie wszystkich falszywych stwierdzen tam zawartych i podanie w najwiekszym skrocie dlaczego sa falszywe zajeloby wielokrotnie wiecej miejsca i nie warto tego czynic. Proponuje zignorowac ten tekst, czyli zaliczyc go do gigantycznej literatury o STW [szczególnej teorii względności] i paradoksie blizniat, pisanej przez ludzi, ktorzy wyrzucali z siebie swoje watpliwosci zamiast zapytac fachowca jak to jest naprawde.

Int. J. Theor. Phys. nie ma dobrej reputacji, ukazywalo sie tam duzo slabiutkich i chybionych prac dotyczacych podstaw fizyki, ktorych autorzy nie calkiem zdawali sobie sprawe jakiej rangi problem usiluja rozwiazac. Tym niemniej przykre, ze puszczono tak bzdurna prace. To, ze w radzie naukowej zasiadaja Weinberg i Penrose niewiele znaczy – pewnie nie wypadalo im odmowic. Rada naukowa jest raczej organem dekoracyjnym, ranga czasopisma zalezy od jakosci redaktora i jakich dobiera on recenzentow.

W sumie: wyrzucic i zapomniec.

Swoja droga, nie przypominam sobie podrecznika, w ktorym paradoks blizniat bylby wyjasniony poprawnie i porzadnie. (…)

Mam tylko jedna dodatkowa uwage. Tego czlowieka nie mozna na podstawie tego jednego artykulu (ktory przeczytalem w czesci) od razu kwalifikowac jako pseudo-naukowca. On raczej nalezy do licznej grupy tych, ktorzy rozpaczliwie usiluja pogodzic zdroworozsadkowe i wyniesione z fizyki newtonowskiej wyobrazenia o czasie i przestrzeni z twierdzeniami STW. Nie rozumieja, ze jest to niemozliwe i jedynie kreuja pojeciowe potworki. On w swojej dziedzinie fizyki (pracuje w jakims laboratorium pozauniwersyteckim) moze byc calkiem rzetelnym badaczem. Niestety jest jednym z wielu, ktorzy dali sie zwiesc pozornej prostocie matematycznej i fizycznej STW i w konsekwencji paradoks blizniat rozwiazuje niczym krzyzowke w gazecie.

Zycze powodzenia w redagowaniu tej strony internetowej i zarazem ostrzegam: kontakt z takimi tekstami szkodzi zdrowiu intelektualnemu.

Redakcja dziękuje Panu Doktorowi – postaramy się jak najdłużej pozostać przy zdrowych zmysłach.

Naukowcy ostrzegają: Za pięć lat koniec świata

W gazecie Dziennik znajdujemy fantastyczny przykład "dziennikarstwa" "naukowego". Nosi on tytuł Niepokojące badania NASA. Naukowcy ostrzegają: Za pięć lat koniec świata i barwnie opowiada o przesuwaniu się biegunów magnetycznych Ziemi:

Co to znaczy? Według jednej z teorii na temat przebiegunowania, w 2012
roku ziemskie bieguny zamienią się miejscami. Miałoby to nastąpić po
serii gwałtownych zaburzeń pola magnetycznego Słońca.
Od tego momentu autor chyba zaczyna mylić bieguny magnetyczne z geograficznymi. Oprócz tego pozostaje dla nas zagadką, skąd wiadomo, że gwałtowne zaburzenia na Słońcu nastąpią akurat w 2012… Dziennikarze jednak już przewidują dramatyczne skutki tychże:

Nie wiadomo jednak, co się stanie, jeśli bieguny gwałtownie zamienią
się miejscami. Jeśli zajmie im to raptem kilka lub kilkanaście dni,
może to skończyć się globalnym kataklizmem. Potężne tsunami
zalewające całe kontynenty albo Warszawa w okolicach równika, palmy
kokosowe za oknem
oraz mieszkańcy Afryki, którzy musieliby się nauczyć
żyć jak Eskimosi, w 40-stopniowym mrozie
– tak wygląda czarny
scenariusz.

"Teoretycznie jest to możliwe" – twierdzi prof.
Demiański. "Aktywność Słońca jest dokładnie śledzona od 300 lat. To
prawda, że stwierdzono czasowe wzrosty okresu aktywności naszej
gwiazdy, jednak nigdy nie odstępowały one od normy".

Obawiam się, że profesor Demiański nie jest zachwycony sposobem w jaki go zacytowano, zwłaszcza że umieszczony został w dość osobliwym towarzystwie:

Tymczasem belgijski badacz i pisarz Patryk Geryl, który napisał
książkę "Proroctwo Oriona na rok 2012", uważa, że dokładnie za pięć lat
nasza planeta gwałtownie się przebiegunuje.

Powołuje się przy
tym na zapiski starożytnych Majów, Egipcjan i Sumerów. Kalendarz Majów,
plemienia uważanego za doskonałych astronomów, kończy się właśnie na
roku 2012. Pojawia się nawet dokładna data – 21 grudnia. To wtedy ma
dojść do kataklizmu, po którym Ziemia całkowicie zmieni swe oblicze.

Według
autora książki, Słońce co 11,5 tysiąca lat przeżywa stan
hiperaktywności. Z zapisków starożytnych Majów wynika, że ostatni raz
miało to miejsce blisko 10 tysięcy lat przed naszą erą. To cykliczne
zjawisko ma się powtórzyć właśnie w 2012 roku. Gdyby rzeczywiście tak
się stało, Ziemia zamieniłaby się w gigantyczną cewkę
elektromagnetyczną. A wtedy bieguny mogą "przeskoczyć" z miejsca na
miejsce.

Co ciekawe, według geologów 11 tysięcy lat temu naszą
planetę nawiedził wielki potop. Czyżby teraz miała nastąpić "powtórka z
rozrywki"?

Redaktor Przemysław Średziński, autor artykułu, zasługuje aby wymienić go z nazwiska. Załoga Młodego Fizyka gratuluje Panu i prosi o nieustawanie w aktywności twórczej. Z radością będziemy cytować Pana częściej!



  • Z dniem dzisiejszym zakładamy ranking gwiazd "dziennikarstwa" "naukowego". Znajduje się on w zakładkach po prawej stronie ->
  • [Uzupełnienie 25.2.2007] Chcesz się dowiedzieć, co było nie tak w artykule z Dziennika? Sprawdź na stronach NASA i Pittsburgh Supercomputing Center, gdzie prowadzone są badania ruchów ziemskiego pola magnetycznego.

Paradoks bliźniąt rozwiązany (1)

Dziś onet.pl donosi:

Subhash Kak, profesor Uniwersytetu Stanu Louisiana, zaproponował rozwiązanie paradoksu bliźniąt, jednej z największych łamigłówek współczesnej fizyki – donosi internetowe wydanie „International Journal of Theoretical Science”. Paradoks bliźniąt rodzi się ze Szczególnej Teorii Względności, opracowanej przez Alberta Einsteina ponad 100 lat temu. Głosi ona, że dla obiektów będących w ruchu czas płynie wolniej. Ten efekt, zauważalny dopiero przy dużych prędkościach, został wielokrotnie potwierdzony doświadczalnie.

Do zobrazowania tego zjawiska naukowcy używają przykładu dwóch bliźniaków. Jeden z nich leci bardzo szybkim statkiem kosmicznym, drugi zaś pozostaje na Ziemi. „Jeśli bliźniak poleci do najbliżej gwiazdy, odległej od nas o 4,5 roku świetlnego, z prędkością stanowiącą 85 procent prędkości światła i gdy wróci na Ziemię, będzie 5 lat starszy. Ale bliźniak, który pozostał na Ziemi, będzie starszy o 10 lat!”, wyjaśnia prof. Kak.

Paradoks rodzi się, gdy na cały problem spojrzymy nie z punktu widzenia bliźniaka na Ziemi, lecz tego, który podróżuje w kosmosie. Dla niego bowiem to Ziemia jest w ruchu, a więc to na Ziemi czas płynie wolniej. Obaj więc myślą, że gdy się spotkają, to ten drugi będzie młodszy. Który z nich ma rację?

To pytanie nurtowało już samego Einsteina. Ale ani on, ani żaden z innych naukowców zajmujących się tym problemem nie potrafili opracować zadowalającego wyjaśnienia. Wiele wskazuje na to, że prof. Kakowi udało się takie wyjaśnienie przedstawić.

„Rozwiązałem paradoks wprowadzając w ramach teorii względności nową zasadę, która definiuje ruch nie w odniesieniu do pojedynczych obiektów, jak np. dwóch bliźniaków, lecz w stosunku do odległych gwiazd” – powiedział prof. Kak.

To rozwiązanie może okazać się bardzo istotne dla naszego zrozumienia Teorii Względności, co ma ogromne znaczenie nie tylko dla przyszłych podróży międzygwiezdnych. Poprawki związane z teorią Einsteina muszą być uwzględniane np. przy tworzeniu systemów nawigacji satelitarnej.

Łatwo sprawdzić w googlach, że nic takiego jak „International Journal of Theoretical Science” nie istnieje, w każdym razie w wersji online.

Musimy też zmartwić profesora Kaka. Przystępne wyjaśnienie paradoksu bliźniąt można znaleźć np. w Wikipedii, albo tutaj (ładne rysunkowe objaśnienie bez wzorów). Oczywiście jest ono inne, niż myśli profesor.

Profesor Subhash Kak rzeczywiście istnieje. A oto jego artykuł o paradoksie bliźniąt (nie publikowany w żadnym recenzowanym czasopiśmie naukowym). Autor zdaje się nie rozumieć, o co chodzi opisywanym zjawisku. Oto fragment wstępu do artykułu:

There exist many different “resolutions” to the paradox. The most common of these invokes asymmetry as the twin who leaves the earth undergoes acceleration whereas the earthbound twin does not. Another explanation is based on the asymmetry in the Doppler-shifting of light pulses received by the twins from each other in the outward and inward journeys. Yet another explains the age difference to the switching of the inertial frames by the traveling twin. These various “resolutions” are not in consonance with each other.

The slowing down of all clocks and processes – including atomic vibrations – on the traveling twin cannot be laid on the periods of acceleration and turning around during the journey, since they can, in principle, be made as small as one desires. Furthermore, if there is a slowing down of the clock of the traveling twin on the complete trip, a component of this slowing down must have occurred on the outbound trip itself, making the paradox even more acute.

Bioantygrawitacja

Nieortodoksyjna nauka najurodzajniej kwitnie w śniegach Syberii.

Wiktor Stiepanowicz Griebiennikow, zmarły w 2001 roku entomolog z Akademii Rolniczej w Nowosybirsku, odkrył efekt antygrawitacji wytwarzanej przez pancerzyki chitynowe pewnych owadów syberyjskich.

Według uczonego, antygrawitacja – a także inne efekty, na przykład czasowa niewidzialność – powstaje dzięki regularnej strukturze mikroskopowej owadzich pancerzyków. W toku dalszych prac okazało się, że podobne własności mają wszelkie struktury przestrzenne przypominające plaster miodu, nawet te zbudowane sztucznie. Dzięki nim można również osiągnąć zahamowanie wzrostu bakterii, przyśpieszenie wzrostu roślin i liczne inne zaskakujące efekty. To ten właśnie fenomen sprawia, że organizm człowieka sypiającego zwykle na materacu z naturalnych włókien z trudem przyzwyczaja się do spania na materacu z gąbki.

Opierając się na swych odkryciach, Griebiennikow skonstruował latającą platformę antygrawitacyjną, którą – jak twierdził – z powodzeniem wykonywał długie loty nad Nowosybirskiem. Uczony napisał książkę, w przystępny sposób wyjaśniającą jego odkrycia i ilustrowaną własnoręcznymi – nota bene bardzo urokliwymi – rysunkami.

Rozdział z książki Griebiennikowa: wersja rosyjska, wersja angielska. Zachęcam do obejrzenia samych choćby ilustracji!