Nowe perpetuum mobile

Nasz czytelnik Cześćjacek nadesłał linka do nowego projektu budowy perpetuum mobile.

Irlandzki projekt Steorn ma piękną stronę internetową i zarabia (między innymi?) na tym, że chętni do przetestowania wynalazku mogą za drobną opłatą otrzymać dostęp do ekskluzywnego forum. Dla reszty świata urządzenie pozostaje owiane tajemnicą. Wiadomo o nim jedynie, że ma wytwarzać energię z niczego.

Reklama projektu Steorn w The Economist

 

Imagine

A world with an infinite supply of pure energy.


Never having to recharge your phone.


Never having to refuel your car.


Welcome to our world

At Steorn we have developed a technology that produces free, clean and
constant energy. Our technology has been independently validated by
engineers and scientists–always behind closed doors, always off the
record, always proven to work.


The Challenge

We are therefore issuing a challenge to the scientific community: test our technology and report your findings to the world.


We are seeking a jury of twelve–the most qualified and the most cynical.

Wynalazcy starają się zdobyć zaufanie świata publikując w piśmie the Economist zaproszenia dla naukowców do oficjalnego zbadania maszyny (nota bene – poszukują the most qualified and the most cynical…!) i otwarcie przyznając, że ich projekt jest „kontrowersyjny”. Starają się także zwiększyć ciekawość internautów poprzez wysączanie od czasu do czasu małego filmiku, który „ujawnia więcej szczegółów”. Kolejny niecierpliwie oczekiwany film pojawił się w zeszły piątek – i znów okazało się, że nawet nie pokazali na nim, jak wygląda urządzenie.

Steorn zrobił wokół siebie dużo hałasu: mówiło o nim kilka stacji telewizyjnych, pisały gazety, twórcy projektu zorganizowali parę imprez kulturalno-rozrywkowych i nie zapomnieli o filantropii, mianowicie zamiast organizować party wigilijne w 2005 roku – wpłacili pewną sumę na ofiary Czarnobyla (niestety adresat pomocy – Chernobyl Aid Hope Project – nie istnieje w internecie, więc prawdopodobnie nie istnieje wcale). Następne party wigilijne – w 2006 roku – również się nie odbyło, jednak tym razem wynalazcy nie wyjaśnili, z jakiego powodu.

Jak by nie patrzeć, biznes jest profesjonalny…

Psyleron

Amerykańskie przedsiębiorstwo Psyleron odziedziczyło sprzęt i tematykę badań po niesławnym laboratorium PEAR z Princeton.Psyleron ogłasza na swojej stronie wyniki swych studiów nad wpływem siły woli na generator liczb losowych. Autorzy narysowali na wykresie kilka trajektorii 1-wymiarowego spaceru losowego, gdzie prawdopodobieństwo kroku w górę lub w dół jest jednakowe. Według autorów wynik „naprawdę przypadkowy” to taki, gdzie po pewnym czasie trajektoria składa się z takiej samej liczby kroków w górę i w dół… A im bardziej trajektoria odbiega od takiego wyniku, tym bardziej znaczy to, że jest „nieprzypadkowa”… Na poniższym rysunku spacer losowy oznaczony kolorem niebieskim jest wynikiem użycia siły woli do skierowania go „w dół”. Zielonym i czerwonym – „w górę”. Parabola oznacza odległość, na przekroczenie której ma szansę tylko 5% trajektorii. Trajektoria czerwona zdaniem autorów jest ewidentnym przykładem oddziaływania siły woli obserwatora…

Jeśli ktoś z Czytelników ma wątpliwości co tu nie gra, może pomoże mu ten wykład (rozdział „1-d random walk”).

Generator bełkotu

Trzech przedsiębiorczych doktorantów z MIT stworzyło w 2005 roku automatyczny generator prac naukowych. Wystarczy wpisać w okienko swoje nazwisko i kliknąć przycisk. Generator wyprodukuje nam unikalną pracę naukową z dziedziny informatyki. Tekst, rysunki i wykresy są generowane losowo, lecz w taki sposób, by stwarzały pozory sensownych. Oczywiście przy uważniejszym czytaniu można zrywać boki.

Z generatorem wiąże się barwna historia o tym, jak to jego autorzy wyprodukowali taki losowy artykuł i posłali jako propozycję wykładu do wygłoszenia na pewnej konferencji naukowej. Artykuł został zaakceptowany przez organizatorów sympozjum. Jednak trzej pomysłowi panowie nie mieli pieniędzy na opłatę konferencyjną. Zdecydowali się więc opisać sprawę w sieci i zaapelować do internautów o datki na zbożny cel. W trzy dni zebrali 2400 dolarów. Niestety w ten sposób spisek się zdekonspirował i informacja o nim dotarła do organizatorów konferencji, którzy uznali naszych bohaterów za personae non gratae. Jeden z profesorów MIT, który wkrótce dowiedział się o pomyśle, surowo zbeształ doktorantów za to, że… za wcześnie się ujawnili, zamiast udać się z całą sprawą do niego – a wówczas on zorganizowałby po cichu zrzutkę wśród profesorów.

Dzielni doktoranci nie poddali się. Wynajęli salę konferencyjną w tym samym hotelu i w tym samym czasie, co niesławne sympozjum i… urządzili tam własny wykład. Chodziło o to, aby uczestnicy konferencji myśleli, że ich wystąpienie też należy do tej samej imprezy i przychodzili posłuchać wykładu. Pewna liczba osób wchodziła i wychodziła, lecz udało się zdobyć aż jednego wiernego słuchacza, który chyba do końca nie zorientował się, że wykład jest recytacją losowo wygenerowanego tekstu, a wykresy wyświetlane z rzutnika są kompletnie bezsensowne.

Wygenerowany losowo wykład został też bezlitośnie wypróbowany na grupie studentów MIT. Prowokacja była ze wszech miar udana: studenci, choć zachęcani do zadawania pytań, jeżeli coś będzie dla nich niejasne – milczeli jak zaklęci i udawali, że rozumieją o co chodzi.

Innym przykładem zastosowania generatora była pewna konferencja naukowa odbywająca się w Turcji. Znalazł się tam dowcipny naukowiec, który co prawda wygłosił prawdziwy referat, lecz do materiałów pokonferencyjnych wysłał artykuł wyprodukowany przez generator. Tekst został przez organizatorów opublikowany nawet pomimo tego, że na końcu pracy autor lojalnie zamieścił notkę, iż artykuł pochodzi z generatora.


Morał:
Studencie! Zadawaj pytania na wykładzie! – nigdy nie wiesz, czy wykład nie został sztucznie wygenerowany!

Bolstein vs Einstein

Czytają nas również Słowacy: Michal Deák z DESY (Deutsches Elektronen-Synchrotron) w Hamburgu podesłał nam nowy materiał. Oryginał jest w wersji angielskiej, tutaj skrótowo przetłumaczę fragmenty.

Arthur Bolstein pochodzi ze wschodniej Słowacji. Rzucił wyzwanie Einsteinowi. Nazywał się kiedyś Artúr Bolčo, lecz zmienił nazwisko, aby kojarzyło się z Einsteinem. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności udało mu się jednocześnie uchwycić przewagę wielości (bolšinstva) kamieni nad jednym kamieniem… Arthur to osobowość niezwyczajna.

Cztery dni w tygodniu, 36-letni uczony i matematyk wstaje przed świtem, by przebiec 16 kilometrów „czy śnieg, czy słota”, pokrzepiony porannym piwem. „Gdy biegam, dużo myślę” – mówi.

Rezultatem tych biegów jest zdumiewające stwierdzenie, że Ogólna Teoria Względności Einsteina jest błędna. „Jako formuły matematyczne teoria jest w porządku, nie ma w niej błędów. Ale nie jest ona obiektywnie logiczna.”

Bolstein opublikował swe przemyślenia w nowej książce: „Ordinary Failure of an
Extraordinary Theory”. Twierdzi, że jest napisana jak najprostszym językiem, tak aby mogli ją zrozumieć nawet ci, którzy nie wiedzą nic o Einsteinie. „Zobaczysz, w 20 minut zrozumiesz wszystko.”

Jak czytamy w czeskiej recenzji książki, autor ułatwił pracę przyszłym biografom. Całe partie dzieła nadają się do wstawienia wprost do szkolnych czytanek. Książka jest ilustrowana zestawem fotografii „Tysiąc twarzy Bolsteina”, które ukazują jego podobizny od wczesnych lat dziecinnych aż do dziś. Oczywiście wizerunek na okładce (ten z prawej) to też twarz Bolsteina.

Bolstein tłumaczy w swej książce, co mu się nie zgadza w teorii Einsteina – przy okazji okazuje się, że chodzi raczej o Szczególną niż o Ogólną Teorię Względności. Autor widzi problem w skróceniu lorentzowskim. Daje przykład wagonu, na którego obu końcach są zegary. Bolsteina niepokoi, co pokazują zegary, gdy wagon jest w ruchu.

W spoczynku, jeśli wagon ma 3 metry długości, będzie pokrywał dokładnie 3 metry szyn. Ale przy bardzo dużych prędkościach pociąg się skurczy, tzn. jego 3 metry już nie będą pokrywały 3 metrów torów, lecz mniej.

Problem pojawia się, gdy w równaniu pojawia się czas. Wyobraźmy sobie wagon z zegarami na każdym końcu, obydwoma nastawionymi na ten sam czas. Ten nad zerowym metrem torów pokazuje np. 2:00:00,
i drugi – nad trzecim metrem – również pokazuje 2:00:00.

Będąc obiektywnie logicznym, należałoby przyznać, że gdy pociąg jedzie, te dwa zegary powinny pokazywać ten sam czas, mijając zewnętrzne znaczniki rozstawione 3 metry od siebie. A więc, gdy oba zegary pokazują 2:00:00 przy zerowym i trzecim metrem, to oba powinny pokazywać np. 2:00:14, przy metrze 50 i 53.

Lecz gdy pociąg się skraca względem torów z powodu dużej prędkości, to przedni zegar zaczyna pokazywać inny czas niż tylni zegar, gdy jest on nad znakiem trzeciego metra. To dlatego, że pociąg się dramatycznie skrócił i do czasu gdy zegar na przodzie wagonu dojeżdża do trzeciego metra, to minął pewien czas odkąd tylny zegar minął metr zerowy. To powoduje inne wskazania zegarów i wprowadza konflikt między względnym czasem i przestrzenią.

Zdaniem Bolsteina jest to nielogiczne. Bolstein wie, co jest logiczne, a co nie – i nawet potrafi podać przykład logiczności:

„W matematyce, jeśli z A wynika B, a z B wynika C, to z A musi wynikać C. Na przykład, jeśli masz samochód bez benzyny, to silnik nie ruszy. Jeśli silnik nie ruszy, to samochód nie może jechać. To znaczy, chyba że jest pchany, ciągnięty, lub jedzie z górki. A zatem jeśli samochód nie ma paliwa, to nie może jechać.”

Wysiłki Bolsteina zostały docenione: zaproszono go do USA na sympozjum New Theories about
Space-Time, a także na bliżej nie sprecyzowaną konferencję do Sankt-Petersburga (…można przypuszczać, że spotkał tam naszych starych znajomych…). Z tego powodu Bolstein mawia:
„Moja teoria jest teraz akceptowana przez uczonych z całego świata.”

Od dzieciństwa Bolstein wykazywał żywe zainteresowanie naukami ścisłymi. Studiował przez 2 lata na wydziale elektrycznym politechniki w Koszycach, lecz przychodził tylko na zajęcia z fizyki i matematyki.

„Zawsze interesowały mnie równania, nie ich rozwiązania, lecz to jak zostały one wyprowadzone. Nie wystarczyło mi powiedzieć: ‚OK, to równanie działa tak’. Musiałem przeanalizować każdy człon równania, żeby wyjaśnić, skąd on się wziął.”

Ta pasja pozwoliła Bolsteinowi zebrać najwyższe oceny wśród wszystkich studenów. Wywołał też podziw u przynajmniej jednego wykładowcy, prof. Ladislava Vargi, który zawołał „Proszę mi już dać spokój!”, gdy Bolstein nalegał na dokładne wyprowadzenie każdego członu skomplikowanego równania fizycznego. „To wariat” – mówi wykładowca – „Ale dokładnie tego trzeba, żeby zajmować się fizyką.”

Rozwiązanie testu

A teraz, szanowni Czytelnicy, poczujcie tę odrobinę satysfakcji. Amerykańscy studenci wypadli gorzej. Oto tłumaczenie prawdziwej historii z tej strony www:


Od: sirius#NoSpam.wam.umd.edu (The Human Neutrino)

Jakieś 6-7 lat temu byłem na zajęciach z filozofii na Uniwersytecie Wisconsin w Madison (dobra szkoła nauk ścisłych i inżynierii), gdzie asystent objaśniał Kartezjusza. Aby pokazać, że rzeczy nie zawsze okazują się takie, jak myślimy – podał przykład, że "co prawda długopis zawsze spada, gdy upuścimy do na Ziemi, ale jeśli zrobimy to na Księżycu – długopis odfrunie."

Szczęka opadła mi troszeczkę. Wymamrotałem: "Co?!"

Rozglądając się po sali zauważyłem, że tylko mój kumpel Mark i jeszcze jeden student wyglądali na zmieszanych stwierdzeniem prowadzącego. Pozostałych 17 osób patrzyło na mnie z wyrazem zdziwienia: "W czym problem?"

– Ale długopis spadłby, gdyby go upuścić na Księżycu, tylko wolniej! – zaprotestowałem.

– Nie, nie spadłby – odrzekł spokojnie asystent – ponieważ byłbyś za daleko od przyciągania Ziemi.

Myśl. Myśl. Mam!

– A widział pan astronautów z Apollo, jak spacerowali po Księżycu? – zaripostowałem – Dlaczego oni nie odfrunęli?

– Bo mieli ciężkie buty.

…odpowiedział asystent, jak gdyby było to doskonale rozsądne. (Pamiętajcie, to był asystent z filozofii, który miał mnóstwo zajęć z logiki!)

Zorientowałem się, że żyjemy w dwóch zupełnie różnych światach i mówimy dwoma różnymi językami – więc poddałem się. Gdy opuściliśmy salę, mój kolega Mark był wściekły. "O Boże! Jak oni wszyscy mogą być tacy głupi?!"

Próbowałem okazać zrozumienie. "Mark, oni to kiedyś wiedzieli, ale to nie należy do podstaw ich światopoglądu, więc zapomnieli. Większość ludzi prawdopodobnie mogłoby zrobić ten sam błąd."

Chcąc udowodnić moją tezę, wróciliśmy do akademika i zaczęliśmy losowo wybierać nazwiska z kampusowej książki telefonicznej. Obdzwoniliśmy ok. 30 ludzi i zadaliśmy im takie pytanie:

1. Jeśli stoisz na Księżycu trzymając długopis i puszczasz go, czy on:
a) odfrunie
b) będzie się unosił tam gdzie go puściłeś
c) upadnie na powierzchnię Księżyca?

Około 47% odpowiedzi było poprawnych. Tym osobom, które odpowiedziały źle, zadaliśmy oczywiste następne pytanie:

2. Widziałeś filmy z astronautami z Apollo chodzącymi po Księżycu – dlaczego oni nie odpadli?

Około 20% osób zmieniło swoją odpowiedź na pierwsze pytanie, gdy usłuszało drugie. Ale najbardziej zdumiewające było to, że około połowa z nich odpowiedziała z pewnością w głosie: "Bo mieli ciężkie buty."

Test dla czytelników Młodego Fizyka

Czytelniku! Spróbuj rozwiązać test:

1. Stoisz na Księżycu z długopisem w dłoni. Gdy puścisz długopis, to on:
a) odfrunie
b) będzie się unosił tam gdzie został puszczony
c) upadnie na powierzchnię Księżyca

2. Pamiętasz film z lądowania Amerykanów na Księżycu? Dlaczego astronauci spacerujący po Księżycu nie odpadli od niego?

Odpowiedzi prosimy wpisywać w komentarzach poniżej.
Prawidłowy zestaw odpowiedzi wraz z bardzo ciekawym komentarzem pojawi się wkrótce.

Princeton – zdarza się najlepszym…

Dr Paweł F. Góra z Instytutu Fizyki UJ naprowadził mnie na trop pewnej zabawnej instytucji, która jednak – w odróżnieniu od wielu tutaj opisywanych – nie wyrzucała w błoto pieniędzy podatników. Za wielką szkodę nie można uznać przejedzenia przez nią 10 milionów dolarów darowanych dobrowolnie przez ekscentrycznych milionerów.

Jedyny problem, jaki stwarzał Princeton Engineering Anomalies Research Lab – to szarganie honoru Uniwersytetu Princeton. Jednak chyba szarganie owo nie było aż tak bolesne, bo pomimo zakłopotania władz uniwersyteckich laboratorium działało przez bite 28 lat. Jak pisze New York Times, "prawie nie otrzymywało dofinansowania od uczelni". Niestety lub na szczęście, instytucja została właśnie zamknięta.

Kierownikiem pracowni był Robert G. Jahn, niegdyś uznany ekspert od napędu odrzutowego. Laboratorium zajmowało się badaniem bezpośredniego wpływu ludzkich myśli na działanie maszyn. Typowym eksperymentem był pomiar wpływu dobrych i złych myśli na elektroniczny generator liczb losowych.

Wyników badań PEAR nie udało się opublikować w żadnym piśmie
naukowym. Znana jest odpowiedź redaktora jednego z takich pism: Rozważymy publikację, jeśli prześlą mi Państwo ten artykuł drogą
telepatyczną
.

Laboratorium zostało rozwiązane z końcem lutego. Nie podało powodów zakończenia działalności. Sprzęt po nim odziedziczą inni zainteresowani, np. firma Psyleron.

Tymczasem Roger D. Nelson, do 2002 roku związany z PEAR, uruchomił niezależnie (choć również pod patronatem Uniwersytetu Princeton!) projekt "Globalnej Świadomości". Pomysł polega na rozmieszczeniu w kilkunastu punktach kuli ziemskiej generatorów liczb losowych, nieprzerwanym zbieraniu ciągów tych liczb i badaniu, czy występują korelacje pomiędzy nimi, a w razie ich wystąpienia – czy są związane z jakimiś szczególnymi wydarzeniami na świecie. Oznaczałoby to, że jakaś "globalna świadomość" wpływa jednocześnie na działanie wszystkich tych generatorów rozstawionych w różnych miejscach globu.

Autorzy projektu twierdzą, że zanotowali takie korelacje w dniu śmierci księżnej Diany, w dniu ataku na WTC, podczas katastrofalnego tsunami na Dalekim Wschodzie i pod innymi datami, z których każdą łatwo udało się dopasować do jakiegoś nieszczęścia, które właśnie wydarzyło się gdzieś na świecie.

Co więcej, jako ważny wynik przedstawiono szczególne korelacje pojawiające się co roku w Sylwestra w momencie zmiany daty… Korelacje te występują pomiędzy generatorami leżącymi w tych samych strefach czasowych…

Pierwszą myślą, jaka w tym momencie przychodzi do głowy, jest hipoteza o zależności generowanych liczb od jakiegoś software’u. Autorzy projektu twierdzą, że ich generatory liczb losowych są hardware’owe i produkują nieskorelowane liczby. Ale już nic nie mówią o sposobie mierzenia czasu przypisywanego każdej z tych liczb… A przecież synchronizacja precyzyjnych zegarów elektronicznych jest nieraz przeprowadzana w taki sposób, że w momencie zmiany roku na nowy dodaje się pewną drobną poprawkę do pokazywanego czasu. Jednak badacze z Princeton wolą pominąć rozsądne hipotezy i z góry wyjaśnić zjawisko "globalną świadomością". Ze strony www projektu łatwo wyczytać, czym kierują się badacze: Szczególnie wzruszający jest apel o creative and poetic perspective – w interpretowaniu danych, jak rozumiem – zwraca uwagę dr Góra.

Akimow oszukał Łągiewkę?

Sensacyjna wiadomość: Firma związana z Łągiewką nawiązała współpracę z rosyjską firmą ze stajni Akimowa. Co więcej, współpraca skończyła się wykantowaniem strony polskiej przez stronę rosyjską…

Polskie przedsiębiorstwo Macrodynamix zajmuje się badaniem i wdrażaniem zderzaka Łągiewki – tajemniczego urządzenia rzekomo likwidującego siłę bezwładności. Macrodynamix nawiązał współpracę z rosyjską firmą Akoil, która produkuje równie tajemnicze wirowe generatory ciepła. Rosyjscy uczeni z komisji do spraw walki z fałszerstwami w nauce wskazują na bliskie związki producentów tych generatorów z pseudonaukowcem Anatolijem Akimowem – genialnym oszustem, który naciągnął na grube miliardy rządy Rosji i kilku innych państw oraz szereg firm prywatnych.

Fantastyczne właściwości zarówno zderzaka Łągiewki jak i wirowych generatorów ciepła zostały już dawno zdemaskowane przez poważnych naukowców jako wyssane z palca.

Współpraca polskiego przedsiębiorstwa pseudonaukowego z podobnym przedsiębiorstwem rosyjskim zakończyła się źle. Strona rosyjska oszukała stronę polską, sprzedając jej generator wirowy niezgodny z zamówieniem, dostarczony z opóźnieniem, oraz dodatkowo zardzewiały. Na koniec – zaraz po podłączeniu generator spalił się.

Do opisanych wydarzeń doszło w styczniu 2007. Firma Akoil do dziś nie odpowiada na reklamacje Polaków. Na swej stronie www Macrodynamix całą współpracę podsumowuje z żałością:

Targają nami sprzeczne uczucia. Z jednej strony poznaliśmy uroczych ludzi, pełnych inwencji i za pomocą wdrażanych wynalazków chęci niesienia pomocy innym, godząc to z interesem. Z drugiej strony napotykamy na niesolidne zachowanie i jawne lekceważenie, w zamian za wyrób, naszym zdaniem nie wart zapłaconych pieniędzy.
Nie wiemy co o tym myśleć.

Sterowanie pogodą

Niejaki Wiktor Pietrowicz Bowbałan, dziennikarz, podobno również wykładowca na Uniwersytecie Kijowskim, wpadł na twórczy pomysł wykorzystania krajowych i międzynarodowych funduszy badawczych.

Przedsiębiorstwo "Biokorinter" założone przez Bowbałana istnieje po dziś dzień. Zajmuje się ono sterowaniem pogodą.

Bowbałan twierdzi, że urodzaj na Ukrainie w latach 1990, 93 i 94 jest wyłącznie jego zasługą. Ma też na swym koncie inne osiągnięcie: 15 kwietnia 1993 roku udało mu się przemieścić cyklon z Islandii na Morze Barentsa.

W 1995 roku ukraińskie ministerstwo rolnictwa – przeczuwając nadchodzący katastrofalny nieurodzaj – przyznało kwotę 375 milionów karbowańców (ówczesna waluta ukraińska) na przetestowanie idei Bowbałana. W tym celu wyznaczono specjalistów z państwowego Centrum Hydrometeorologii do sprawdzenia efektywności nowatorskiej metody. Centrum zawarło z Bowbałanem umowę o przeprowadzeniu "eksperymentu pokazowego": korekcji ruchu masy zimnego powietrza nad regionem kijowskim i dniepropietrowskim. Firma "Biokorinter" wypełniła postawione zadanie.

Szef Centrum Hydrometeorologii Nikołaj Kulbida ostrożnie stwierdził, że naukowcom dość trudno było rozróżnić, gdzie fronty atmosferyczne zmieniły trajektorie same z siebie, a gdzie pod wpływem Bowbałana. Według uzyskanych danych, rola "Biokorintera" była tu minimalna – tym niemniej była!

Z ostatecznymi wnioskami nie spieszył się również Ukraiński Instytut Hydrometeorologii. Starając się nie nazywać Bowbałana ani geniuszem, ani szarlatanem, dyrektor instututu Władimir Wołoszczuk wypowiedział się oględnie: "Energia frontów atmosferycznych jest bardzo duża. Żeby na nie wpłynąć, potrzeba by potencjału elektrowni atomowej. Lecz mimo wszystko… może?"

Bowbałan nie ujawnił nikomu, na czym polegają szczegóły jego metody. Wiadomo jedynie, że polega ona wykorzystaniu siły woli. Bowbałan opracował metodę samodzielnie – początkowo nauczył się sterować pogodą w zasięgu pola widzenia, później również – spoza horyzontu.

Aferę ukraińską wykryto już rok później.

Ostatnio w 2002 roku firma "Biokorinter" była wymieniona (wraz z kilkoma podobnymi instytucjami z Rosji i Kazachstanu) w propozycji programu ekologicznego "Sterowanie pogodą i zapobieganie spontanicznym katastrofom metodami głębokiej ekologii", skierowanej do Regional Environmental Center w celu uzyskania odpowiedniego grantu. Mamy nadzieję, że wniosek został rozpatrzony z należytą uwagą:

Proponuję współpracę w duchowym sterowaniu pogodą, stworzenie sieci miast i grup operatorów pogody (…). "Ciemne siły" zniewoliły duchy przyrody, naturalne pierwiastki, Księżyc – i stąd pochodzą katastrofy. Gdy Duch Gór jest "chory", w górach dochodzi do lawin błotnych i obsunięć gruntu…